Po zgromadzeniu odpowiedniej ich ilości, zajęłam się rozpalaniem ogniska. Ustawiłam kocioł na paleniskiem i wrzuciłam zebrane grzyby. Zostawiłam je na chwilę same sobie i poszłam do jaskini po odrobinę wody, z mojego jeziorka. Po nalaniu wody, wystarczyło je tylko sporadycznie mieszać. "Wyłączyłam się" więc jak zwykle, rozmyślając o mojej przeszłości.
- No czeeeść - Usłyszałam nagle obcy głos. Podniosłam szybko łeb i odskoczyłam do tyłu. Dopiero po chwili dojrzałam stojącego nieopodal wilka i zaczęłam chichotać, porażona własną głupotą.
- Cześć - wydusiłam z siebie, gdy odrobinę się uspokoiłam.
Obcy basior podszedł do mojego wywaru i zamoczył w nim łapę.
- Co robisz? - spytałam z lekkim oburzeniem, gdy dojrzałam, że chce już sobie pójść.
- Tańczę sambę - odparł, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia.
Otrząsnęłam się. Nie będę przecież dawać mu satysfakcji z ciągłego zaskakiwania mnie.
- Chodziło mi bardziej o to, czemu podszedłeś do mojej zupy, zamoczyłeś w niej łapę i chciałeś odejść, nawet się nie przedstawiając?
- Skaaaza - mruknął przeciągle, przewracając oczami.
- Tianko, miło mi - odparłam.
Basior odwrócił się i znów zaczął się oddalać.
- Nie odpowiedziałeś do końca na moje pytanie - syknęłam.
- Bo nie musisz znać na nie odpowiedzi. To moja sprawa.
- Ale to moja zupa.
- Śmiesz nazywać to zupą? - zachichotał prawie niesłyszalnie.
- Tak, śmiem nazywać to zupą.
<Skazałłł? x3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!