Była noc, wszystkie wilki z pewnością już spały. Do pewnej jaskini wiatr zawiał kilka liści. Verona drgnęła i obudziła się. Nikogo nie zauważyła, więc znów chciała zasnąć. Kiedy stwierdziła, że nic z tego podniosła się i wyszła z jaskini. Mocniejszy podmuch uderzył ją w pysk. Zmrużyła oczy i poszła dalej. Gdy weszła do lasu jej pusty brzuch dał o sobie znać. Westchnęła i zniżyła głowę. Przez chwilę czuła tylko zapach leśnej
roślinności, ale sekundę później wyczuła jakiś smakowity aromat. Zadowolona pomknęła za nim. Po kwadransie dotarła do leśnej polany. Nagle przed oczami przemknęła jej ruda kita. To tylko potwierdziło, że jest to lis. Zwierzę skryło się w norze, nie zauważając jej. Powoli wyszła z kryjówki i zaczęła zbliżać się do lisa. Po drodze
nadepnęła na suchą gałązkę, która złamała się z trzaskiem. Zwierzę odwróciło się w norze i pokazało łebek. Syknęło i błysnęło kłami. Ver odwdzięczyła się tym samym. Przestraszony lis chciał głębiej czmychnąć do swojego mieszkania. Na szczęście Verona chapnęła go w ogon i wyciągnęła z nory. Jej ofiara szarpała się i piszczała. Nagle drapnęła naszą bohaterkę w oko. Wadera zawyła z wściekłości. Rzuciła się na lisa i zagryzła. Powoli
go pożerała i uśmiechała pod nosem.
(Opowiadanie wysłane 28, przepraszamy za opóźnienie)
Ver, zdecyduj się czy piszesz w 1 czy w 3 osobie ;) I pilnuj tego, bo oczy bolą :D
Pozdrawiam,
Jigsav
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!