Po skończonym posiłku oblizałem się, tym samym ścierając ślady krwi ze swojej ptasiej ofiary, która została mi na pysku. Jednak ten mały posiłek nie zaspokoił mojego wielkiego, wilczego głodu, a jedynie go zaostrzył. Ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu jakiejś konkretniejszej zwierzyny. Tropiłem, tropiłem i tropiłem. Jedyne na co do tej pory napotkałem to kilka jeży, wiewiórek i całe mnóstwo dzięciołów. Żadne z tych stworzeń nie nadawało się na pełnowartościowy obiad. W nadziei, że znajdę coś lepszego opuściłem las i ponownie poszedłem na polanę. To był dobry wybór. Zobaczyłem jak na niewielkiej skale wygrzewa się dość sporych rozmiarów zając. Zacząłem skradać się w kierunku swojego celu. Wysoka, polna trawa umożliwiała mi to zadanie. Nagle szarak zastrzygł uszami i zerwał się na cztery łapki. Stanąłem w bez ruchu. Zając zaczął się niepewnie rozglądać. O dziwo spojrzał w górę, zamiast w moją stronę. Również uniosłem łeb ku górze i dostrzegłem wielkiego jastrzębia.
-O nie kolego… To mój obiad- rzekłem sam do siebie, po czym ruszyłem w kierunku mojego obiadu.
Zając również zerwał się do biegu, wskakując w gęstą trawę. Nadal jednak miałem go na oku i podążałem w ślad za nim. Na moje nieszczęście, jastrząb zapikował w dół, lecz zajęczak niespodziewanie odskoczył w bok i ptak uderzył z wielkim rozmachem w ziemię. Mój cel jednak cały czas nie pozwalał mi dać za wygraną i przy każdej możliwej okazji zmieniał kierunek biegu. Nie mogłem na niego po prostu skoczyć, gdyż biegł zygzakiem i wystarczył jeden mały błąd bym stracił obiad. Nagle pod moimi łapami skończyła się trawa, a zaczął żwir. Miałem plan. Wzleciałem w powietrze i wylądowałem tuż przed zającem. Gdy ten chciał zawrócić, poślizgnął się na pisku i przetoczył. Nie minęła chwila jak szarak znalazł się w moim pysku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!