piątek, 22 sierpnia 2014

Od Jell do Devila

Wilczyca jak zwykle spacerowała po terenach watahy. Dawno nie wychodziła z jaskini więc słońce na początku raziło jej piękne oczęta. Po kilkunastu minutach wzrok oswoił się z światłem dziennym. Weszła w głąb lasu. Zauważyła cień jakiejś postaci. Po dłuższej chwili zoorientowała się że to Devil - poznany wcześniej wilk.

- Ooo cóż widze. Ktoś kto morduje. - prychneła na basiora

Basior nie odpowiadał. Był pogrążony w myślach.

- Halo. Nie chcesz mnie zabić ? - wadera chciała wciąż zdenerwować basiora

Basior nadal nic nie odpowiadał. Wadera wyskoczyła mu przed droge.

- O żesz ! Co ty robisz ?! - basior wybudził się z myślenia.

(Devil ? Ja nie wiem czy odpisałam na tamto opowiadanie czy nie ;-;)

Od Devil' a do Myst

Basior wędrował po watasze. Od tygodni do nikogo się nie odzywał. Kto by go zrozumiał? Lubił samotność. Kogo chciał oszukać? Kochał samotność. Nie znosił towarzystwa innych wilków. Ale już mu się to znudziło. Wybrał się do Lasu Gaudi. W końcu trzeba się do kogoś odezwać. Wilk sprawiał wrażenie podstępnego i złośliwego. W głębi duszy jednak cierpiał będąc samotnym. Potrafił być miły, czy rozmowny. Jednak się załamał. Uważał się za niepotrzebnego. Gdy chciał podejść i zagadać stworzenia od niego uciekały.
Pogrążony w rozmyślaniach nie zauważył, gdy ktoś do niego mówił. Wadera. Ciemna wadera z czerwonymi znaczeniami.
- Jestem Myst, a ty? - wilczyca zakończyła swój monolog.
A więc Myst. Tak zwała się owa osóbka.
- Devil. - szepnął.
Jego głos był zachrypnięty, jakby nieużywany. Tak zresztą było. Basior, który był na skraju załamania nerwowegosam się go przestaszył. Myst, chyba też.
- Dawno z nikim nie rozmawiałem, dlatego mam taki głos. - wyjaśnił.

<Myst???:P>

czwartek, 21 sierpnia 2014

Ann do Camille

Wadera która nas tu doprowadziła, zniknęła w zaroślach. Gdy już Dante chciał się pytać alfy (wiadomo o co). On szybko powiedział:
- Tak, tak oboje możecie dołączyć, nawet jeśli macie jakieś mroczne cechy. - i odszedł. Ok. Dante zaciekawiła plaża i od razu ruszył w jej kierunku. Zostałam sama, świetnie. Wadera mówiła że ta biała wilczyca może mnie oprowadzi. Jak ona miała na imię, hm? Camille! Nieśmiało i powoli ruszyłam w stronę wadery. Gdy byłam obok cicho powiedziałam:
- Przepraszam, Camille? Jestem Ann pewna wadera powiedziała mi że mogłabyś mi pomóc.
- A w czym? - spytała już z uśmiechem.
- Już wyjaśniam. No bo jestem nowa i tak średnio się orientuje co i jak. Nawet nie wiem gdzie mam spać i gdzie mogę przebywać. Dlatego też poszukuje osoby która by mi pomogła.Jeśli nie masz czasu i ochoty to już nie zawracam Ci głowy. - skuliłam się delikatnie.
< Camille? Pomęczysz się troszkę z tym wypłochem? >

Dante do Moonlight

Dopiero co dołączyłem do watahy. Ann zwiedzała watahę po swojemu, a ja po swojemu, więc szybko się rozdzieliśmy. Byłem na plaży, przyjemny ciepły wiatr otulał mnie. Nagle znikąd pojawiła się mgła. Ale ani trochę mi to nie przeszkadzało, było przyjemnie. Nagle zobaczyłem wilka w oddali. Mgła dziwnym trafem zaczęła opadać. Zobaczyłem skuloną wilczyce. Była bardzo spięta. Zacząłem iść w jej kierunku. Ona zrobiła na początku kilka kroków do tyłu, lecz po chwili stanęła i ruszyła w moim kierunku. Była urocza, na początku zdawała się wystraszona ale po chwili się uśmiechnęła.
- Cześć, nigdy Cie nie widziałam. Jesteś nowy? - spytała. Jej głos przeszył mnie. Cudowny.
- Tak, jestem Dante.
- Moonlight. - odpowiedziała krótko i znów się uśmiechnęła.
- Co taka przyjazna wilczyca robi sama w tak piękną pogodę, hm?- spytałem.
- Spaceruje.
- Czy mógłbym w takim razie dotrzymać Ci towarzystwa, mogłabyś pokazać kilka ciekawych miejsc "temu nowemu" ? - uśmiechnąłem się.
< Moonlight? >

Od Arkony do Night'a

Wadera zdziwiona patrzyła na basiora jak na chorego psychicznie. Wyszła spod jego skrzydła i otrzepała się lekko. Wpierw poprosiła o dokładniejsze wytłumaczenie sytuacji, po takowym tłumaczeniu wilczyca zgodziła się. Jednakże nie wiedziała, czy postąpiła dobrze. W grę wchodziła mała waderka, dlategóż Arkona ostatecznie zrozumiała, iż to dobra decyzja.
- Jak dokładnie mam ci pomóc ? - zapytała samica.
- Potrzebuję najpierw dowiedzieć się co znaczy to piętno. - Night pokazał łapę albinosce.
Ta w trymiga ruszyła do swojej biblioteczki w głębi jaskini. Tam na półkach ułożone były księgi i zwoje, prędko jęła szperać w nich z nadzieją, że odnajdzie takowe piętno jak na łapie samca.

< Night ? Tag bardzo zero weny ;-; >

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Night do Arkony

-Night! Night! Gdzie jesteś?! Night ratuj! – Krzyczał do mnie tajemniczy głos jakiejś wadery.
-Gdzie jesteś?! Aaaaaaaaaauuuuuuuuu… - Wycie było przerażające nie wiedziałem co mam robić. Było ciemno nic nie widziałem , aż nagle czarność się rozstąpiła i ukazała mi się mała wadera.
- Jestem u dwunożnych. Proszę chodź szybko boję się! – Mała wadera zaczęła płakać przytuliłem ją.
- Obiecujesz że mnie znajdziesz? – Zapytała się mnie mała istotka.
- Obiecuję. Kim jesteś? – Po chwili oczy małej istotki zaświeciły się na złoto i na mojej łapie odcisnęło się piętno w kształcie księżyca. Obudziłem się w jaskini Arkony wadera robiła porządek na pułkach. Rany pod żebrami zniknęły zjadłem sarnę , którą uszykowała mi Arkona.
- Już się obudziłeś? To dobrze muszę obejrzeć twoje rany. – Wadera podeszła do mnie i odwinęła bandaże.
- Co czyżby moje ziółka ci tak szybko pomogły? - Zaskoczona Arkona uśmiechnęła się i usiadła koło mnie. Usiadłem i rozłożyłem skrzydła i zakryłem nimi Arkonę. Wadera zaczerwieniła się , zbliżyłem do niej pysk i … zadałem pytanie.
- Jesteś piękna. Każdego dnia robię wszystko aby cie zobaczyć. Ale musisz mi pomóc. Czy odszukasz ze mną małej waderki? – Wilczyca spojrzała na mnie jak na dekla i odpowiedziała mi że …

(Arkono spoko na fb pisałaś a ja grzecznie poczekałam ) ?

Od Moonlight

Od pewnego czasu nic nie robię..Chodzę tylko po terenach i gdy kogoś widzę uciekam..Co dziwne bo ja uwielbiam przebywać z wilkami.I na dodatek jakaś wilczyca w jaskini której mieszkam wygląda jak ja...Gdy chodziłam po plaży zaczęła pojawiać się gęsta mgła..Zobaczyłam kogoś w oddali..W sumie to nie wiem kto to był..Ale powoli zaczął się zbliżać..Gdy był już blisko mnie mgła zaczęła opadać..To był jakiś basior.

(Basiorze?)

Skaza de Noir do Chapter Additien

- Rosołek z kaczusi, skarbuś. Napijesz się, prawda? - odpowiedziałem, wyławiając chochlą z kociołka wypatroszoną kaczkę.
- Chętnie.
- W takim razie do stołu.- wydałem polecenie i po chwili postawiłem trzy talerze. Na dwa z nich nalałem wywar z ptasich zwłok, zaś na pozostałym położyłem ptaka, aby przestygł.
- Smacznego, melady. Ostrożnie, bo jeszcze gorące.
Chap skinęła głową i jeszcze raz powąchała zawartość talerz. Właściwie to zaciągnęła się nim z takim zapałem, jakby miało to co najmniej wydłużyć jej życie. Zacząłem powoli i ostrożnie pić. Brakowało trochę soli, ale był zjadliwy.
- Dolać? - spytałem, gdy talerz gościa był niemalże pusty.
- Ugh, za chwilę. Na ten moment pękam. - westchnęła z uśmiechem i położyła się na grzbiecie.
Uśmiechnąłem się pod nosem i skinąłem głową jakby do siebie, bo Chap z rozmarzoną miną zamknęła oczy. Po kilkunastu minutach zaproponowałem mięso. Wilczyca otworzyła ślepia, wstała i podeszła do stołu. Zaciągnęła się zapachem tak jak wówczas, gdy polałem wywar.
- Z chęcią. - rzuciła głośno, jednak po chwili posmutniała, a właściwie spoważniała. Pewnie zastanawiała się gdzie jest ukryty haczyk. Skąd ta moja diametralna przemiana.

<Chap?>

Skaza do Verony

- Nie boisz się? - zagadnąłem przerywając ciszę. Wadera po raz pierwszy w trakcie marszu spojrzała na mnie.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała odważnie. A może tylko udawała...
- No... załóżmy, że zmieniłbym się teraz w smoka i sprawił, że spłonęłabyś żywym ogniem. Nie znasz mnie, a jednak idziesz posłusznie do mojej nory. 
Verona zaśmiała się głośno i jak najbardziej szczerze.
- Nie boje się ciebie. Nie mam powodów. - oznajmiła, gdy już się uspokoiła do tego stopnia, by móc cokolwiek powiedzieć - Czy mam? - dodała, gdy stwierdziła, że jednak nie skomentuję. Uśmiechnąłem się złowieszczo.
- Może chcesz się przekonać, hę? - rzuciłem złowieszczo. Wadera ponownie się uśmiechnęła.
- Chcę jeszcze trochę pożyć. 
- Trochę. - wyeksponowałem wyraz z jej zdania. - Dobrze. - przeciągnąłem "luzacko".
Wkraczaliśmy na tereny Mglistej Kniei. Robiło się coraz bardziej wilgotno i coraz chłodniej.

<Verciu? ^^, >

Tianko do Dantego i Ann

Już miałam zamiar skoczyć na zwierzynę, gdy coś zwaliło mi się na głowę.
- Przepraszam, polowałem na jelenia. Wszystko w porządku, nic Ci się nie stało? - usłyszałam głos jakiegoś wilka i wstałam chwiejąc się nieco na łapach.
- Nie - westchnęłam. Choć miałam do niego żal za to, że uciekł mi obiad, nie miałam dziś ochoty na żadne konwersacje.
Nic więcej nie mówiąc, ruszyłam przed siebie.
- Należysz do jakiejś watahy? - wilki, które spotkałam, nie dawały za wygraną.
- Tak - odrzekłam krótko.
- Zaprowadzisz nas do alfy?
- Ok, chodźcie za mną. - westchnęłam, nie zatrzymując się. Nie miałam dziś siły na żadne wymuszone uprzejmości, niech myślą sobie o mnie co chcą. Ale jednak nie zostawię ich tu samych.
Podeszliśmy do sporej grupki wilków. Rozpoznałam w niej Skazę, Camille i Raimo. Resztę kojarzyłam jedynie z widzenia.
- Jest tam. - Wskazałam łapą na szczupłego basiora. - Na pewno Was przyjmie, nie musicie nawet pytać - przymusiłam się do delikatnego uśmiechu. - Przepraszam, ale ja muszę już iść. Mam kilka ważnych spraw do załatwienia. Myślę, że Camille lub Skaza chętnie was oprowadzą. Do zobaczenia! - zanim mi odpowiedzieli zniknęłam w zaroślach.

<Dante? Ann? Przepraszam, za tyle czekania :/ Lepiej nie pisać ze mną do końca wakacji >.<>

sobota, 16 sierpnia 2014

Od Arkony do Night'a

Wadera prędko uporała się z kłusownikami. Zadano kilka psów musnęło jej ciało zębami, jednak to nic jej nie zrobiło. W kilku miejscach miała od tego tylko drobne zadrapania, nawet nie zwracała na nie uwagi. Natomiast dosyć szybko potruchtała do Night’a, który poważnie krwawił i leżał w bezruchu. Wadera do basiora, który aktualnie jej pomógł, skinęła tylko ruchem głowy w podziękowaniu, po czym spytała, czy mógłby jej pomóc z zaniesieniem samca do jej jaskini. Podróż nie trwała długo, bo grota wilczycy była nieopodal. Tam usadowiła Night’a na jednym z kilku posłań, a następnie biorąc różne ziółka ze skalnych półeczek, podeszła do samca i z początku wyjęła kule z jego ciała, a potem starała się zatrzymać krwawienie. Po paru minutach udało jej się. Cała jej śnieżnobiała sierść w kilka chwil stała się szkarłatną sierścią. Arkona przemyła i odkaziła rany basiora, po czym okryła go skórą dzika, służącą za koc. Albinoska położyła się na posłaniu obok. Bacznie obserwowała wilka, na kilka minut niestety zdążyła usnąć, gdyż szum drzew, śpiew ptaków były takie kojące. Arkona po drzemce uniósłszy się podeszła do sporego głazu w jaskini i wyjęła zza niego cherlawą sarnę, po czym podstawiła ją pod Night’a, w razie gdyby zgłodniał. Sama zaczęła cicho porządkować w swojej jaskini, poukładała fiolki z mazidłami i ziółkami, te, które zdjęła, by pomóc samcowi. Wtem usłyszała cichy jęk, zwróciła wzrok na „ pacjenta” i spostrzegła, że ten się przebudza.
- Leż, pożyw się i odpoczywaj. – powiedziała jakby tonem rozkazu.

< Night ? Wybacz, że tak długo, ale jak wiesz byłam u babci tydzień, i jednak nie dało rady złapać wifi na lapku, a na komórce nienawidzę pisać opowiadań. ;___; >

czwartek, 14 sierpnia 2014

Raven do Raimo

Żyjąc w wiecznej ciemności wszystkiego się bałam, prócz głosem Hioshiru, a teraz straciłam tą jedyną mi lubianą rzecz. Przez bardzo długi czas nic nie jadłam. Czułam jakbym umarłam. Szczególnie przez nieznośnie słońce, kiedyś je lubiłam, ale po przemianie zupełnie zmieniłam do niego nastawienie. Męczyło mnie ciepło, o wiele bardziej wole noc. Chciałam jakoś uwolnić się od żaru, więc szeroko stawiając łapy szukałam wody, lub przynajmniej cienia. Szłam jak ostatnia pokraka przez długi czas, ale nie poddawałam się. Nagle coś usłyszałam. Wilki. Inne wilki. Dużo wilków. Wataha! Ale daleko. Zaczęłam biec w stronę głosów. Biegłam i gdy byłam już blisko... Trach! Trafiłam do wody. Szybko wypłynęłam. Było to chyba jakieś malutkie jeziorko. Nie wiem. Przynajmniej nie było mi już tak gorąco. Po wyjściu otrzepałam się i zdążyłam zrobić krok, a tuż przed sobą poczułam oddech. Wpadłam na jakiegoś wyższego ode mnie wilka. Zamknęłam szybko oczy. Po chwili usłyszałam głos:
- Dlaczego tak mrużysz oczy?
- Bo... Mnie bolą. - cichutko coś wymyśliłam i cudem wydusiłam. Nie chciałam żeby ich zobaczył, od razu widać że jestem ślepa. A i tak na 100% wie że miałam do czynienia z demonem no cóż przynajmniej się nie boi.
- Na pewno. - powiedział sarkastycznie.- No już co tam ukrywasz.
Powoli otworzyłam oczy. Ale na nim to nie zrobiło wrażenia.
- Rozumiem. Samotniczka z przeżyciami. Odtrącana przez innych przez spotkanie z demonem. Ślepa. Szukasz watahy. - stwierdził.
- Inteligentny jesteś. - cicho mówiłam. Może wtedy się uśmiechnął, nie widziałam.
- Szukam i czuje że jestem na terenie jednej. Chciałabym znaleźć kogoś kto mógłby mi pomóc. - mówiłam. Na koniec cicho wydusiłam.
- Czy ty mi pomożesz?

< Raimo? >

Od Verony do Skazy de Noir

- Serio? - spytałam bez sensu zatrzymując go.
Pokiwał głową nie patrząc mi w oczy.
- Hmm... No dobra, wierzę ci. - oznajmiłam.
Oczywiście nie do końca. Basior momentalnie zmienił nastrój.
- To co, idziemy do mnie? - zaproponował.
Znamy się od 15 minut, a on już zaprasza mnie do siebie? Podejrzane. Ale cóż, zaryzykować można. W końcu i tak nie miałam nic do roboty.
- No dobra... - westchnęłam po raz tysięczny.
- Ekstra. Proszę tędy. - poprowadził mnie.
Przez jakiś czas szlismy w milczeniu. Cisza jednak została przerwana przez mojego towarzysza:

<Skazio? Zabić cie za wcześniejsze opowiadanie - 5 h dziennie myślałam o CD:/>

Od Chapter Additen do Verony

Wskoczyłam na głaz tuż za Veroną. Nagle coś mnie złapało za łapę i pociągnęło w dół. Chciałam zawołać wilczycę, ale coś trzymało mój pysk. Wyrywałam się ze wszystkich sił. To coś jednak mocno trzymało.
- Uspokój się – usłyszałam głos w moim uchu.
Zaczęłam jeszcze bardziej się wyrywać. Co to ma być? Czułam jak coś powoli ściska mi ciało. Traciłam oddech. W końcu opadłam z sił. Słyszałam jak woła mnie Verona. Padłam na ziemię.
- Silna jesteś – ten sam głos co przedtem – I na co było Ci te wyrywanie.
- Skaza! – rozpoznałam go i zerwałam się na cztery łapy – Co ty wyrabiasz? Chciałeś mnie udusić?!
- Ciii… Chyba nie chcesz żeby ktoś nas usłyszał…
- CO?!
- Przypomnij sobie gdzie jesteśmy.
Rozejrzałam się. Racja, trzeba było zachować spokój. W każdej chwili mógł na naszej drodze pojawić się mongrel.
- Co z Veroną? – spytałam
- Zostań tutaj – powiedział basior i zniknął
Usiadłam. Wokół mnie roztaczała się dziwna mgła i mrok. Panowała absolutna cisza… Wysłuchiwałam czy Skaza nie wraca. Nagle usłyszałam jak Verona krzycz.
- CO TY JEJ ZROBIŁEŚ?!
Cisza. W tej chwili pragnęłam, żeby Skaza się pospieszył. Siedzieć samemu w lesie pełnym wrogów, wcale nie jest przyjemne. Temperatura powietrza opadła. Wstałam i zaczęłam się rozglądać. Usłyszałam głuchy warkot… Naprężyłam się gotowa do ataku tudzież ucieczki. Nagle zza krzaków wypadł Skaza wraz z Veroną. Podbiegłam do nich.
- Nigdy więcej tego nie rób! – powiedziałam do basiora
Wilk uśmiechnął się chytrze.

<Ver?>

Od Chapter Additen do Skazy de Noir

Niechętnie wzięłam od wilka kubek z naparem. Napój dziwnie pachniał i wyglądał… nie mówiąc o konsystencji. Spojrzałam na Skazę. Wilk zachęcił mnie skinieniem. Zawartość nadal mnie nie przekonywała.
- Dalej Chapsiu, tylko parę łyczków, zaraz poczujesz się jak nowo narodzona.
Zerknęłam kątem oka na basiora. Wzięłam malutkiego łyczka. Na początku było strasznie gorzkie, ale powoli zaczęło robić się coraz słodsze, a po moim ciele przeszło miłe ciepełko.
- Jeszcze raz – spytałam – powiedz mi jak to się nazywa?
- Gynostemma, ziele życia – wilk uśmiechnął się – I co smakuje?
- Względnie – odparłam biorąc następny łyk – Wielkie dzięki.
- Ależ no problem, dla Ciebie wszystko.
Udawałam, że nie zwracam uwagi na drugą część tego zdania. Powoli dopijałam swój napar. Basior podszedł do wielkiego kotła w rogu jaskini i raz za razem wrzucał tam coś, następnie mieszał. Do moich nozdrzy doszedł miły zapach. Odstawiłam kubeczek i powoli do niego podeszłam. W kotle wszystko wrzało. Stanęłam koło Skazy i patrzyłam co robi. Wilk był bardzo zamyślony, ciekawe o czym myślał.
- I jak? – spytał nagle
- Co jak? – byłam zdezorientowana
- Jak się czujesz? Już lepiej?
- Tak, tak już lepiej – odparłam – Co tam pichcisz?

<Skazo? Nie mogłeś się tak od początku zachowywać?>

Skaza do Hope

- Zimno ci jeszcze? - zagadnąłem, próbując opleść ją swym delfinim ogonem.
- Trochę mniej. - odparła dygocąc jeszcze.
- Trochę. - powtórzyłem przedrzeźniając ją. - Widzę, że się trzęsiesz. Przyjdziemy tu kiedy indziej, w cieplejszy dzień, bo dziś jeszcze się rozchorujesz.
Wróciłem do mej wilczej skóry i wypłynęliśmy na brzeg. Hope dalej się trzęsła.
- To nie był dobry pomysł. - mruknąłem. - Mieszkam spory kawałek drogi stąd, ale zapraszam na gorące ziółka.
Wadera popatrzyła na mnie z nieufnością, zmarszczyła lekko czoło w zamyśle, uśmiechnęła się, podniosła łeb do góry i oznajmiła:
- Ruszajmy.

<Hope? :p >

Dante i Ann do Tianko

Dalej wędrowaliśmy. Nikt nie potrafił nas zaakceptować. Smutno wędrowaliśmy po lesie. Czas na obiad.
- Jesteś głodna? - spytałem siostrę. Ona skromnie przytaknęła.
-Idę coś upolować. - uśmiechnąłem się się delikatnie. Ann nie miała zamiaru zostawać więc bez słowa ruszyła za mną. Zobaczyłem dorodnego jelenia, dawno takiej uczty nie mieliśmy, a więc nie mogłem odpuścić. Cichutko szykowałem się do skoku, i... Skok! Jednak nie wyszło to po mojej myśli, sam jeleń uciekł, a ja wylądowałem na jakiejś waderze. Ann szybko podbiegła do mnie. Wadera wstała jakby nigdy nic i tylko się otrzepała.
- Przepraszam, polowałem na jelenia. Wszystko w porządku, nic Ci się nie stało? - zaczęłam przepraszać.
- Nie. - odpowiedziała krótko, widać raczej nie była zainteresowana rozmowa. Wyglądała jakby myślami, była w zupełnie innym świecie. W końcu odwróciła się i zaczęła iść. Spojrzałem na miejsce, do którego idzie, było tam jeszcze kilka wilków. Szybko spytałem:
- Należysz do jakiejś watahy?
- Tak. - odpowiedziała krótko.
- Zaprowadzisz nas do alfy?
- Ok, chodźcie za mną. - powiedziała i dalej ruszyła.

<Tianko? >

środa, 13 sierpnia 2014

Nowe wilki!

Przywitajmy nowe wilki: Samanthę, Sayonarę, Dante, Ann i Raven.

Od Hope Do Skazy

Basior zaczął zanurzać się w wodzie. Bałam się trochę, żeby się nie utopił, ja to zwykle ja. Patrzyłam się tak na Skazę przez chwilę, aż cały się nie zanurzył. Nagle wyskoczył z wody robiąc "śrubokręt". Otworzyłam pysk ze zdziwienia. Pokazał, żebym do niego przyszła. Podeszłam i zaczęłam się zanurzać głębiej i coraz głębiej.
-Zzziiimmmna tta woodda...- zaczęłam jąkać się z zimna.
-To nic, chodź.
Podeszłam bliżej. Woda obok basiora była cieplejsza.

<Skaziu? Czekam>

Od Hatsuyuki'ego do Dean

Szedłem w stronę polany, bo tam chciałem odpocząć od hałasów i wszystkich innych rzeczy, które mnie otaczają. Było to jedyne miejsce gdzie mogłem sobie odpocząć.
Nagle zatrzymałem się. Ktoś mnie uprzedził z wypoczynkiem. Na polance leżała jakaś wadera. Nie odpuściłem sobie. Szedłem dalej. Położyłem się z dala od wadery. Ta patrzyła na mnie kątem oka i udawała, że śpi. Jednak ja to zauważyłem. Przewróciłem oczyma i odwróciłem się do niej tyłem. Po chwili wadera wstała i podeszła do mnie.
- Dean. - rzekła krótko i usiadła na przeciwko mnie. Wzruszyłem ramionami i odwróciłem się od niej. Wadera westchnęła. Uśmiechnąłem się do siebie. Także usiadłem.
- Ja... Ja jestem Hatsuyuki. - rzekłem z uśmiechem, ale nadal byłem do niej odwrócony. Wadera położyła się.
- No i? - próbowała zrobić mi na złość. Popatrzyłem na nią ze zdziwieniem.
- A więc... Chyba źle zaczęliśmy. Ja jestem Hatsuyuki. A ty Dean nieprawdaż?
- Przecież niedawno powiedziałam jak mam na imię. - rzekła obojętnie.
- Aha... - poczułem się trochę głupio. No, ale cóż... Nie moja wina, że chciałem odpocząć, a ona mi przeszkodziła w odpoczynku.

Dean?

Od Verony do Chappad

- Nie, Chap. Doskaonale same sobie poradzimy. No, jeśli chcesz to możesz z nim iść. - odwróciłam się i ruszyłam przed siebie.
- Ver... - usłyszałam niemal błaganie.
- Nie. - syknęłam.
Po chwili wadera szła obok mnie.
- Hmm... Tędy! - poprowadziłam ją w lewo.
Za nami słychać było szelest liści. Co jeśli go zignoruję? Odczepi się czy nie?
Chap patrzyła na mnie kątem oka. Udałam, że bardzo interesuje mnie droga, którą idziemy. Zręcznie wskoczyłam na głaz, a Chap poszła w moje ślady. Odwróciłam głowę - Skaza gdzieś zniknął. Chap... też.
- Chap?
Gdzie ona zniknęła, wyparowała?

<Chap, gdzie zniknęłaś? xD>

Od Kasumi do Eivy

Po małej przygodzie z Mayą polubiłam ją i miałam nadzieję ,że jeszcze nie raz się spotkamy. Przyjemnie się z nią rozmawiało i byłam zawiedziona tym że czas tak szybko leci. Vi pewnie zachodziła w głowę gdzie się szwendam. Więc musiałam jak najszybciej wrócić do domu ,truchtałam przez polanę obserwując zachodzące słońce. Jeden skok, potem drugi i jeszcze jeden. Byłam już prawie na miejscu. Właśnie w tym momencie zobaczyłam Eivę pochylającą się nad jakąś rośliną . Zakradłam się z jej prawej strony, i skoczyłam powalając nas obie. Przetoczyłyśmy się spory kawałek i zatrzymałyśmy się w chmurze kurzu.
-Kasumi!!! –Eivie najwyraźniej nie spodobał się mój mały wygłup, choć wcale się nie dziwię xD
-Sorka, ale hej! Bywało gorzej.- zaśmiałam się. Otrzepując się z kużu i udając że nie widzę jej morderczego spojrzenia poszłam zobaczyć jaki krzak zainteresował moją siostrę. Ze wstrętem zauważyłam że to truskawki.
-Nigdy nie nauczysz się witać jak normalny wilk?- spytała skubiąc z krzaka jeden owoc z wyzywającym wyrazem oczu.
Skrzywiłam się na samą myśl o jego smaku.
-Nie, raczej nie…- uśmiechnęłam się półgębkiem.- A ty nigdy się nie nauczysz że truskawki to zło?

<Vi? >

wtorek, 12 sierpnia 2014

Skaza do Hope

-Tooo... Co robimy? - spytałem mrucząc, ale to chyba nie dotarło do wadery. Patrzyła w bezkresną taflę morza.
- Ciekawe jak tam jest... - rzekła cicho.
- Gdzie?
- Pod wodą. - odparła z tym samym stoickim spokojem. Spojrzałem na nią bez większego zarysu zrozumienia na pysku. 
- Nigdy nie byłaś pod wodą?
- Byłam, a jakże. Ale ciekawi mnie jak wygląda życie pod nią. Jak to jest żyć odwrotnie do nas i nie móc oddychać powietrzem w takiej postaci jaka otacza nas. 
Zacząłem zanurzać się w wodzie. Najpierw łapy. Do połowy. Potem wyżej. Zniknąłem pod powierzchnią, by po chwili wyskoczyć z niej jako delfin

<Hope?>

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Skaza do Chapsi

Uradowany decyzją wadery ruszyłem ku swojej norze. Oczywiście ukrywając swoje rzeczywiste uczucia nadal wlokłem się jak na skazanie z nisko opuszczonym łbem.
- Chapsiu, idziesz? - zatrzymałem się i z niepokojem odwróciłem się za siebie. Jak się okazało była tuż za mną.
- No, idę... - wyszczerzyła białe kiełki i nieco przyspieszyła, by mnie dogonić. - Tak właściwie, to gdzie mieszkasz?
- Ooo, to już całkiem blisko. Bądź cierpliwa. - odparłem. Właśnie wkraczaliśmy na teren Mglistej Kniei. Do mego mieszkania pozostało nie więcej niż 500 metrów. Wadera rozejrzała się z lekkim niepokojem. Rzeczywiście robiło się coraz ciemniej.
- Nie bój się, jeszcze tylko kilka kroków.
Wskoczyłem na powalony pień. Wadera podążyła za mną.
- Tutaj ostrożnie. Może się zarwać. - rzuciłem pod nosem jakby przez zamyślenie, naciskając na nieco spróchniałą partię drzewa.
- To tu... mieszkasz? - spytania niezadowolona patrząc na mój "apartament".
- Wiem, że cię to olśniewa, ale daruj, nie mogę się nim z tobą dzielić. Taka nora to nie miejsce dla księżniczek.
Wadera zmierzyła mnie wzrokiem, zmarszczyła czoło i weszła do nory.
- Siadaj sobie i czuj się jak u siebie. - wskazałem na posłanie i poszedłem po gynostemmę. Gdy wróciłem  z suchym zielem w pysku, wadera spytała co to.
- To twoje wybawienie. - oznajmiłem cicho. - Poczekaj, zaraz zaparzę i ostudzę.
W trakcie wykonywania zabiegów milczeliśmy. Dopiero gdy podałem przygotowany wywar, Chap stwierdziła, że pomimo obskurnego wyglądu z zewnątrz w środku jest całkiem przyjemnie.
- Wypij, dobrze ci zrobi. Opowiedz mi coś o sobie.
Wadera spojrzała nieufnie i powąchała ciecz.
- Nie wygłupiaj się. - rzuciłem sucho, podszedłem i napiłem się herbatki. - To jest zdrowe. Gynostemma, zwana zielem życia. Daje ci to co mam najlepsze, a ty grymasisz? Nieładnie.

<Chapsiu?>

Night do Arkony

Przysiadłem do wadery spojrzałem na waderę i rzekłem.
-Przepraszam cię ,że osądziłem cię pochopnie wybacz po prostu już kiedyś widziałem ten medalion. Wadera wzięła głęboki oddech i spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Wybaczę ci. Na imię mam Arkona.
-Ja Night miło mi.
Uśmiechnęliśmy sie do siebie. Zasnąłem kiedy sie obudziłem było koło 19.00 znowu burczało mi w brzuchu Arkony koło mnie nie było. Niedaleko była niska jabłoń postanowiłem pierwszy raz w życiu spróbować jabłka. Kiedy sięgałem po jabłko , powstrzymał mnie okropny ból pod żebrami padłem na ziemię widziałem swoją krew. Słabo widziałem. Dostałem jeszcze w nogę. To był myśliwy. Szedł do mnie z bronią i swoimi psami ostatkiem sił podniosłem się i rzuciłem się na psy. Były to dwa psy myśliwskie , byłem osłabiony nie miałem siły z nimi walczyć. Człowiek mierzył do mnie z broni kiedy miał strzelić nagle przybiegła Arkona z jakimś basiorem i odpędzili psy i myśliwego straciłem przytomność. Słyszałem Głosy...

(Arkona)? (Jakiś basiorze)?

sobota, 9 sierpnia 2014

Nowe wilki!

Dołączają do nas Azeroth, Hatsuyuki i MareVento.
Przepraszam za opóźnienia!

Z powodu decyzji właściciela Marco opuszcza nasze szeregi.


Ankieta zakończona

Ankieta została zakończona :)
Wygrała opcja "PD będą zerowane po każdym WP.", tak też więc się stanie :) Przy każdym Wielkim Polowaniu punkty doświadczenia będą kasowane i każdy będzie zaczynał od początku. Dziękujemy za oddane głosy.
Ankieta pozostanie na swoim miejscu do wglądu do poniedziałku 11 sierpnia :)

Od Chapter Additen do Skazy

Patrzyłam na Skazę z uwagą. Co on sobie myślał? Najpierw naskakuje na mnie i zachowuje się dziwnie, a po chwili jest miły i potulny.
- Co ty... - zaczęłam
- Chap - przerwał mi - wszystko w porządku? Jak się czujesz?
Okej... teraz byłam jeszcze bardziej zdziwiona. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Patrzyłam przed siebie otępiałym wzrokiem.
- Chapuś...
- Tak tak - odpowiedziałam szybko - wszystko w porządku.
Basior podszedł do mnie i złapał mnie za łapę. Szybko ją odsunęłam.
- Nie wygłupiaj się - odrzekł.
Ponownie złapał moją łapę. Po chwili usłyszałam
- Wiesz co jesteś osłabiona. Chodź ze mną, przygotuję jakieś ziółka po których od razu staniesz na łapy.
Nie byłam przekonana co do tego pomysłu, ale wilk tak na mnie patrzył, że w końcu się zgodziłam i ruszyłam za nim.

< Oh Skaza, Skaza... co ty znowu kombinujesz?>

Od Hope Do Skazy

Powoli wstałam. Popatrzyłam się na basiora. Mieliśmy się gdzieś przejść... Nie miałam pomysłu, gdzie możemy się przejść. Naprawdę czułam się przy nim swojo. Jakoś bardzo swojo. Podszedł do mnie bliżej. Ja odsunęłam się.
-To morze pójdziemy nad morze?
Wybiegłam ze środka lasu, a Skaza pobiegł za mną. Usiadłam w cichym zaułku. Było tam ciepło. Skaza dobiegł, gdy ja już siedziałam. Dosiadł się do mnie. Popatrzył się na mnie i wrócił do patrzenia na zachód słońca.
-Tooo... Co robimy? - Zapytał się mnie.

<Skaziu? Nie mam weny :'(>

środa, 6 sierpnia 2014

ANKIETA

Witam :)
Od kilku dni w naszej watasze trwa event Wielkie Polowanie. Zakładam, że wszyscy już zapoznali się z zasadami, ale jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił to zapraszam TU i TU.
Ponieważ ten event odbywa się po raz pierwszy, stworzyliśmy dla Was ankietę w której możecie zagłosować i pomóc nam tworzyć kolejne WP.
Ankieta znajduje się nad archiwum, po lewej stronie strony i będzie w tym miejscu do 7 sierpnia, godziny 23:59, do tego też czasu ten post będzie na samej górze bloga(wszystkie nowe posty będą dodawane pod tym).
Jeśli macie inne propozycje niż te zawarte w ankiecie, piszcie w komentarzach pod tym postem.

Pozdrawiam,
Jigsav

Skaza do Hope

- Przez chwilę myślałem, że zemdlałaś. Strasznie dziś duszno, nieprawdaż?
- Ja czuję się idealnie. - odparła dalej leżąc w pierwotnej pozycji. Sprawiała wrażenie wadery, która zna mnie lepiej niż ja sam, pomimo, że nie miałem o niej najmniejszego pojęcia.
- Nawet nie wiem jak się nazywasz. - przerwałem niezręczną ciszę, spowodowaną moim zamyśleniem. Dopiero wówczas wadera odwróciła łebek w moją stronę. Gdy mnie zobaczyła wydawała się przelęknąć.
- Ja jestem Skaza - wyszczerzyłem się złowieszczo. - deNoir. - dodałem szeptem do jej ucha.
- Hope. - rzekła szybko półgłosem.
- Może się gdzieśś... przejdziemy? - rzuciłem spoglądając na wstającą waderę.


<Hope?>

Agila do ChapAdd

Wreszcie udało mi się opamiętać i powiedzieć:
- Zgłodniałaś? - zaczęłam spoglądając w stronę wilczycy. - Bo ja bardzo... Zapolujemy? A potem wrócimy nad staw...
Add zastanowiła się sekundkę poczym kiwnęła głową.
-Dobra - odpowiedziała. - Chodźmy!
Ruszyłyśmy razem na polowanie. Chodź początkowo nie udało nam się nic złapać po jakimś czasie zdobyłyśmy zająca i bażanta. Podzieliłyśmy tak by każda mogła najeść się oboma zwierzakami. Po "uczcie" zawróciłyśmy w stronę jeziorka wolnym krokiem. U brzegu jednak zamiast chlapania się wodą upadłyśmy na piasek by dać żołądkowi więcej czasu do strawienia pokarmu przy okazji rozmawiając na różne tematy. Gdy w końcu nabrałysmy siły do kąpieli było dużo później. Jednak nie wpłynęło to zbytnio na jakość zabawy. W koncu wyczerpane znów padłyśmy na piasek. Dopiero gdy zrobiło się całkiem ciemno poszłyśmy w stronę jaskini.

<The end... słaba jakość, ale chce już przejść do PRZYGODY! >

Agila & ChapAdd - Wspólne Opowiadanie [RPG]

Skradałam się w stronę polany na której stał samotny wilk. Gdy tylko spojrzałam uważniej i rozpoznałam go, a raczej ją... Add. Wilczyca stała swobodnie najwyraźniej nie podejrzewając tego że zaraz kogoś spotka. Ukryta w cieniu byłam niemal niedostrzegalna... dopóki nie trzasnęła łamana gałązka. Add odskoczyła wystraszona. Odwróciła się w moją stronę z najeżoną sierścią na karku. Kiedy mnie rozpoznała uśmiechnęła się.
-Boże jak mnie wystraszyłaś - powiedziała - Co słychać?
Wzruszyłam ramionami.
- To, co zwykle - odmruknęłam bez jakichkolwiek emocji - A u ciebie?
- Też po staremu... - powiedziała i spojrzała w kierunku lasu - Słyszysz to?
Powiodłam wzrokiem w tamtym kierunku i w czasie tej ciszy usłyszałam cichy dźwięk, bardzo niski, jak pomruk jakiejś istoty - ostrzegawczy pomruk. Spojrzałam na pysk Add.
- Nie mam pojęcia... Niedźwiedź? Mongrel? Sahyda? Jakieś upiory... mam nadzieję, że nic z tego...
- Nie... Wydaje mi się... że to może być coś gorszego - mruknęłam ledwo słyszalnie, ale nie wiedziałam czy wadera zrozumiała to co mówiłam. Jednak ta spojrzała na mnie niepewnie.
- Co masz na myśli?
Zawsze radosna Chap była teraz przygaszona z poważnym wyrazem twarzy. Patrzyła na mnie bez mrugnięcia.
- Nie wiem - odpowiedziałam patrząc prosto w oczy mojej towarzyszki. - To... to się zaczęło dopiero przed chwilą?
- Nie... jakieś dwie godziny temu.
- Rza... - warknęłam. Co to, do ludzkich łap, miało być? - Ciągnie się bez przerwy? Od dwóch godzin?!
- Z przerwami, ale tak...
Nie mogłam dalej stać i zastanawiać się co to jest. Poszłam w tamtym kierunku, tak nagle że niemal nie przewróciłam Add. Szybko dogoniła mnie.
- Agila, czemu ty... - zaczęła.
- Co ile były przerwy? - przepytywałam dalej waderę.
- Nie wiem to trwało jakieś dziesięć minut, a przerwy po piętnaście.... ja stałam tam od dwóch godzin, bo ten dźwięk na początku mnie zdziwił, bo nie mogłam go do niczego dopasować. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, że jest aż tak regularny. O co chodzi? Agila!
- O cokolwiek chodzi nie jest to normalne... - powoli dźwięk zaczął ponownie do mnie dochodzić. - Tylko że... regularne... jeśli to jest to co przychodzi mi na myśl... To nasza wataha długo nie przetrwa, ale jeśli nie to najwyżej my zginiemy...

<Powoli koniec, rodzice mnie wołają :C Add? NAstepne opo w twojej perspektywie>

Od Hope do Skazy

Chodziłam po lesie, nie wiedząc po co. Zatrzymałam się na polance. Położyłam się pomiędzy drzewem, a kamieniem. Nudziłam się. W pewnym momencie poczułam zimny oddech na plecach. Zmarszczyłam brwi, po czym oddech stał się silniejszy.
-Co ty robisz?- powiedziałam nie odwracając się.
-Stoję, a nie widać?
Zaczęłam się bać. Po rozmowie z Chap wiedziałam, że należy się pilnować. Jednak z moich dawnych, bardzo dawnych doświadczeń czułam w nich coś bliskiego.
<Skaza?>

Od Chapter Additen do Verony

Nie wierzę! Wpadłyśmy do Nocnego Lasu. Oddałabym wszystko żeby się tu nie znaleźć Verona też nie wyglądała na zadowoloną z naszego położenia.
- Musimy jak najszybciej się stąd wydostać - powiedziałam.
Próbowałam wspinać się na zbocze, z którego przed chwilą spadłyśmy. Nie byłam wstanie nigdzie zaczepić łapy. Tak jakby ktoś oszlifował całą górę. Moja towarzyszka również nie dawała rady. Nagle temperatura powietrza wokół nas spadła. Z naszych pysków wydobywała się para.
- Co to może być? - spytałam
- Nic dobrego - odrzekła Ver - musimy się gdzieś ukryć.
Pobiegłam za wilczycą, która sunęła wzdłóż zbocza. Nigdzie nie mogłyśmy znaleźć nawet najmniejszej dziurki, a co dopiero schronienia dla nas dwóch. Temperatura spadała coraz bardziej. Słyszałam bicie własnego serca, Ver i... *Trzask* Gwałtownie się zatrzymałyśmy.
- Mam nadzieję, że to Skaza - mruknęła Ver.
Rozglądałyśmy się wokół. W lesie panował dziwny mrok. Praktycznie nic nie było widać. Nagle na prawo ode mnie mignęły mi czyjeś ślepia. Przysunęłam sie bliżej Vadery... Czułam jak szybko bije jej serce. Nadzwyczaj szybko. Usłyszałam ciche mruczenie. Odwróciłam się gwałtownie. MONGREL!!! Zamiast do Ver przytuliłam się do mongrela! Szybko odskoczyłam i zaczęłam powoli się wycofywać. Koszmarny pies warczał i szczerzył kły. Z jego pyska strużkami ciekła ślina, od której bił dziwny blask. Nagle bestia skoczyła. Chciałam zrobić unik ale w tym momencie ktoś pociągnął mnie za łapę. Zostałam wciągnięta w dziurę pod krzakami. Rzucałam się z całej siły.
- Chap uspokój się! - to była Verona - Jeszcze nas usłyszy.
- To bolało - powiedziałam do wilczycy rozsmarowując, bolącą łapę.
- Wybacz nie mogłam inaczej...
- Dobrze już dobrze - powiedziałam - Dziękuję, że mnie uratowałaś.
Wilczyca się uśmiechneła. Gdzieś nad nami szalał mongrel.
- I co teraz? - spytała Ver - Jak sie wydostaniemy?
- Nie wiem - odrzekłam - Mam wielką nadzieję, że twój adorator jednak nas śledził...
Verona prychnęła.
- A masz lepszy pomysł? - spytałam - W dwie raczej sobie tutaj nie poradzimy. Może wyglądam i zachowuję się jak basior, ale nim nie jestem...
- Wiem i rozumiem to - zaczęła - ale błagam wszystko tylko nie Skaza!
Przemilczałam to, dodałam tylko - Na razie musimy poczekać aż mongrel odejdzie, wtedy wydostaniemy się z tej nory... i jakoś potem pójdzie.
Zorientowałam się, ze cały czas stoję i usiadłam. Patrzyłam na oczy Verony, które świeciły w ciemności. Zastanawiałam się jak wylądają moje. Zamyśliłam się. Z zadumy wyrwały mnie słowa Ver.
- Świecisz.
- Słucham? - spytałam zdezorientowana.
- Twoja grzywa - powiedziała - świeci. Teraz trochę przygasła, ale nadal świeci.
Wzięłam w łapy moją sierść i spojrzałam. Faktycznie trochę świeciła. Z sekundy na sekundę robiła się coraz bledsza. Zastanawiałam się skąd się to wzięło. Nigdy przedtem nie świeciłam.
- Możesz zrobić tak jeszcze raz? - spytała Ver - oświetliłabyś trochę tę norę.
- Ja... - zaczęłam - Nie wiem jak to zrobiłam...
- Szkoda - wilczyca westchnęła - To co możemy już wyjść? Mongrel chyba odszedł.
Faktycznie panowała cisza. Powoli zaczęłam wychodzić spod ziemi. Na zewnątrz panował jeszcze większy mrok. Zastanawiałam się jak to jest możliwe. Nagle usłyszałam głos Ver.
- Tego drzewa tu nie było.
Odwróciłam się i spojrzałam w tym samym kierunku co ona. Faktycznie stało tam dość potężne drzewo, którego wcześniej nie było.
- Tutaj robi się coraz dziwniej... - powiedziałam.
Nagle drzewo zaszumiało i zaczęło się kurczyć. Powoli zmieniało swój kształt.
- Witajcie panienki.
Przed nami zmaterializował się Skaza de Noir.
- Ty!!! - warknęła Ver - Ty!!!
- A i owszem - powiedział basior - Ja we własnej osobie. Pomyślałem, że panienką może być potrzebna pomocna łapa Skazy.
- W życiu! Same sobie poradzimy - fuknęła Ver i odwróciła się do niego ogonem.
- Ale... - zaczęłam
- Żadnych ale! Ja nigdzie z nim nie idę.

<Ver, no nie daj się prosić :) >

Skaza do Chap

Wadera popatrzyła na mnie, wywróciła oczy do góry  i zemdlała. Upadła tuz przed moimi łapami. Usiadłem więc wygodnie i patrzyłem na pół żywą wilczycę. Wyglądała jak martwa. Oddychała płytko i wolno. Ocknęła się po niespełna dziesięciu minutach. Przekrzywiłem łeb na bok. Patrzyła przez lekko uchylone powieki i jakby przez mgłę. 
- Wszystko dobrze? - spytałem z niepokojem w głosie. Szturchnąłem waderę łapą i odchyliłem jej łebek do góry. - Chap, wszystko gra? 
- Wadera ujrzawszy mnie napięła mięśnie jakby się mocno wystraszyła. Zaczęła dyszeć niespokojnie i szeroko otworzyła oczy.
- Chap, spokojnie, to tylko ja. - patrzyłem na nią z przerażeniem i bez zrozumienia w oczach. - Chap, to ja Skaza. Uspokój się. 


< Chapsiu? Czemu w większości swoich opowiadań robisz ze Skazy starego erotomana-gawędziarza i utrzymujesz, że zakochał się w Veronie, pomimo jego rzeczywistych odczuć, zamiarów i charakteru? : o >

Skaza do Verony

- No dobrze. - przybrałem swój właściwy wygląd. - Od teraz już jestem spokojny i postaram się też być normalny.
- Ta? To fajnie. Zejdź mi z drogi. - syknęła niemile i ominęła mnie.
- Poczekaj. - krzyknąłem za nią całkiem normalnym tonem. Wadera, zważywszy na to, że pierwszy raz od naszego poznania tak się zachowałem, przystanęła. Nie ruszała się przez dłuższą chwilę, a gdy się odwróciła, westchnęła głęboko. Przez chwile pomyślałem, że rzeczywiście sam gdybym był waderą, zdenerwowałbym się, ale też i wystraszył się.
- Przepraszam. - zwiesiłem głowę. - Przepraszam... - powtórzyłem smutniej i po chwili czekania na reakcję wadery, odwróciłem się z zamiarem odejścia. Zatrzymała mnie jednak.

<Ver?>

wtorek, 5 sierpnia 2014

Od Verony do Chapter Additen

Już miałam wyjawić swoją prośbę, gdy przed nami zmaterializował się Skaza.
- Czeeeść. - wyszczerzył się.
- Pa. - rzuciłam krótko i dałam znak Chappad, aby poszła za mną.
Wadera posłusznie podążyła obok mnie, natomiast basior zniknął cmokając.
- Teraz pokażę ci moje ulubione miejsce - Las Gaudi. - uśmiechnęłam się.
Spojrzałam w niebo. Orzeł.
- Zmiana planów. - zatrzymałam się gwałtownie i zmieniłam kierunek.
I wtedy gonitwa rozpoczęła się. Gwałtownie skręcałyśmy i zmieniałyśmy kierunki. Nagle potknęłam się, a Chappad dobiła do mnie. Obie sturlałyśmy się ze zbocza, a gdy wstałyśmy. Byłyśmy w Nocnym Lesie. Jeszcze nigdy tu nie byłam, Chap chyba też.
- Przynajmniej ta przylepa nas nie dręczy. - szepnęłam.
Sprawdziłam czy nie da się wrócić. Niestety.
- I co teraz?

<Chappad? Heh, Skaza nam się ukaże jako drzewo xDD>

Od Chapter Additen do Agili

-To może... pójdziemy nad jezioro poływać - spytałam radośnie moją towarzyszkę. Wadera spojrzała do góry myśląc nad propozycją.
- Dobra, idźmy - powiedziała wreszcie i się uśmiechnęła.
- Uśmiechnęłas się w końcu! - zawołałam na Agilę - A jednak potrafisz.
Wilczyca patrzyła na mnie przez chwilę i w końcu zaczęła iść w stronę jeziorka. Dogoniłam ją. Kiedy byłyśmy nas samym brzegiem skoczyłam na nią. Chciałam jej zrobić psikusa. Niestety wilczyca się zorientowała i w ostatniej chwili uchyliła. Ja z głośnym pluskiem wylądowałam w wodzie. Agila tarzała się ze śmiechu. Otrzepałam się z wody i wybiegłam na brzeg. Wilczyca powiedziała:
- Nieźle, ale zeby mnie złapać powinnaś bardziej się postarać - zaśmiała się spogladąjąc na mnie.
,,Ach tak ja Ci jeszcze pokażę'' pomyślałam i padłam plackiem na ziemi.
- Co ty robisz? - spytała Agila.
Zaczęłam tarzać się po ziemi i powolutku zbliżać do wilczycy. Kiedy byłam wystarczająco blisko, odwróciłam się i skoczyłam niczym pantera. Wilczyca zrobiła unik, ale ja byłam na to gotowa. Szybko wylądowałam i skoczyłam ponownie. Uczepiłam się jej grzbietu i przewróciłam na plecy.
- I co teraz? - spytałam śmiejąc się od ucha do ucha.
-Teraz? - powtórzyła. - Teraz bardziej się postarałaś... Ale - zaczęła i nie skończyła. Coś zwaliło mnie z nóg i z Agili. Przez chwilę myślałam, że to wilczyca mnie odepchnęła, jednak szybko zrozumiałam co to, a raczej kto to był.
- A pannica co robi naszej zwiadowczyni? - to był nie kto inny jak Skaza
- To ty! - zawołałam i próbowałam się podnieść. Basior jednak bardzo mocno mnie trzymał.
- Panienka nie wie, że starszym należy się trochę szacunku? - basior nadal trzymał - I wypadałoby panience zmienić wygląd, na bardziej przystający.
Agila zaskoczona szybko wstała z nieco zdezorientowanym wyrazem twarzy.
- Skaza? Co ty tu robisz? - podeszła do niego. Zanim zdążył odpowiedzieć Agila zepchnęła go ze mnie.
- Ależ madame - powiedział Skaza utrzymując się na łapach - trzeba pokazać szczeniakom, że starszym należy się trochę szacunku.
- Skaza nie denerwuj mnie! - warknęła Agila - Ja sobie świetnie z nią radzę, więc jakbyś mógł...
- Madame jest pewna? - spytał basior - Ja już znam tę pannicę, ona potrafi być...
- Tak wiem i świetnie sobie radzę! - przerwała mu Agila
W tym momencie jakieś sto metrów za nami przebiegła Verona. Gdy zobaczyła Skazę od razu pobiegła w krzaki.
- Panie wybaczą - zaczął - najdroższa czeka.
Wilk ruszył w zarośla, za Ver. Przez chwilę leżałam na ziemi.
- Co to miało być? - spytałam
- Nasz wataszy playboy - odrzekła Agila - dba o swoje waderki.
Patrzyłam zdumiona na wilczycę. Nie spodziewałam się po niej takiego stwierdzenia. Po chwili Agila się roześmiała.
 
<Agila nie ładnie tak nabierać młodszych>

Od Chapter Additen do Verony

Pobiegłam za Veroną. Skaza zrobił to samo.
- Skarbie nie zostawiaj mnie – wołał – dlaczego mi to robisz?
-Zostaw mnie! –Verona była już wściekła.
- Ależ najdroższa!
Wilczyca nagle się zatrzymała tak, że prawie na nią wpadłam.
- Słuchaj, bo powiem to tylko raz. NIE JESTEM TWOJĄ DZIEWCZYNĄ I ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!
- Najdroższa… zawsze pozostaniesz w sercu Skazy, obojętnie co mówią twoje usta, ja wiem co kryje się w twoim sercu…
Widziałam jak w Veronie wszystko się gotuje. Jeszcze chwila i wybuchłaby.
- Tymczasem pozwolę Ci trochę dojść do siebie. Pamiętaj jednak, ze Skaza w każdej chwili jest do twojej dyspozycji.
Basior odwrócił się i odszedł pozostawiając nas same.
- Kto to był? – spytałam
- Skaza de Noir – odpowiedziała Verona – myśli, że jesteśmy parą. Stary wariat… ale bywa miły, jak zapewne zauważyłaś.
- No tak jest bardzo miły, choć nachalny – przytaknęłam głową – Mam nadzieję, że da Ci spokój.
- Też mam taką nadzieję.
Wilczyca powoli ruszyła przed siebie. Podreptałam za nią. Ver co chwilę przyspieszała, zwalniała, zmieniała kierunek.
- Verona gdzie idziesz? – spytałam w końcu.
- Jak najdalej od niego! – wilczyca wskazała na orła, który latał wysoko na niebie.
- Dlaczego? – byłam zdezorientowana – To tylko orzeł.
- Żaden orzeł! To Skaza!
- Skaza może być orłem?!
- Nie tylko orłem… potrafi się zmieniać w różne zwierzęta.
,,Wow’’ pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. Jednak ten basior jest naprawdę uparty. Nawet mnie uznała, że amanta Verony. W duchu śmiałam się z tego.
- Chap… mogę mieć do Ciebie prośbę?
- Wal śmiało – powiedziałam i nastawiłam uszu.

<Ver, o co chcesz mnie prosić?>

Od Chap do Skazy

,,Okej'' pomyślałam... chciałam się końcu poznać ze Skazą jak należy, a nie, że on ciągle mnie gdzieś napada, a to z Veroną, a to z Agilą. Mogłam się po nim spodziewać wszystkiego, ale nie tego!
- Co ty robisz? - wykrztusiłam.
Nic więcej nie chciało mi przejść przez gardło. Odsuwałam się od wilka jak najdalej. Ten jednak zbliżała się nieubłaganie, głośno mlaszcząc.
- Skaza lubi waderki, a zwłaszcza takie młode - puścił do mnie oko.
- Skaza - zaczęłam - Ja chciałam się z tobą tylko przywitać...
- Już to zrobiłaś - powiedział - To teraz pora na bliższe zapoznanie.
Odwróciłam się i odbiegłam kawałek. Wilk stał tam gdzie go zostawiłam. Uśmiechał się szelmowsko. Powoli sunął w moją stronę. Cofałam się łapa za łapą. W końcu puściłam się biegiem. Chciałam być jak najdalej od tego starego playboya. ,,Jednak dziewczyny miały rację co do niego'' - pomyślałam ,,Stary napalony żigolo''. Usłyszałam za sobą szelest. Odwróciłam się i ujrzałam Skazę.
- Co? Jak ty? - spytałam zdumiona.
- Skaza ma wiele tajemnic - powiedział - Możesz je wszystkie poznać.

<Skaza? Jam jest szczeniak, pamiętaj o tym>

Od Verony do Skazy

Co on sobie wyobrażał!?
- Odsuń się ode mnie! - warknęłam.
Skaza tylko się uśmiechnął i przysunął się jeszcze bardziej.
- Żegnam! - odwróciłam się i zaczęłam odchodzić.
- Zgubisz się. - zmartwił się.
- Och, nie, przecież wiem gdzie jestem. - rzuciłam przez ramię.
- Robi się późno... - oznajmił.
- No nie wiedziałam! - syknęłam.
- Mongrele cię zjedzą... - podszedł do mnie.
- Fajnie, przynajmniej się ode mnie odczepisz. - nie kryłam mojej irytacji.
- O, nie. Wezmę twoje futro i powieszę na ścianie. Albo nie, wypcham cię. - zaczął się szczerzyć.
- Odczep się! - krzyknęłam.
- Jak sobie życzysz... Ale wiedz, że nie robię niczego bezinteresownie. W zamian chcę... Hmmm... - mruczał.
Kręcąc głową potruchtałam w głąb lasu zostawiając basiora. Co jakiś czas słyszałam za sobą szelest skrzydeł. Mój przylepa nie miał skrzydeł, prawda?
W końcu zatrzymałam się w lesie iglastym.
- Bu! - nagle zza drzew wyskoczył Skaza.
Krzyknęłam.
- Co ty... ty... jak... - zająkałam się.
Wilk zaczął się zwijać na trawie ze śmiechu. Gdy w końcu wstał strzepnął z siebie resztki roślin i powiedział:
- Mówiłem ci, że nie robię niczego bezinteresownie.
- Jak ty mnie znalazłeś, odczep się ode mnie!!!
Skaza zmienił się... we mnie i przedrzeźniał mnie. Nawet nieźle mu to wyszło.


<Skaza? Brak weny:P>

niedziela, 3 sierpnia 2014

Koniec Wielkiego Polowania!

Wczoraj zakończony został event Wielkie Polowanie, więc dziś czas na rozdanie nagród!
Po kliknięciu na imie wilka wyświetli się opowiadanie za które przyznano nagrodę.

Najlepsze opowiadanie - Cienisty Smok
Skaza de Noir
Nagroda: Czarny Kieł + Dowolny Tytuł

Najlepsze opowiadanie - Hydra
Brak

Najlepsze opowiadanie - Cienisty Koszmar
Brak


Najlepsze opowiadanie - Mantykora
Skaza de Noir 
Nagroda: Miesięczna Promocja na wszystkie artykuły w Karawanie(10%) + 1 Tytuł wart nie więcej niż 25 ZM 

Najlepsze opowiadanie - Mongrel
Verona 
Nagroda: 2x Eliksir Umiejętności + 1 Tytuł wart nie więcej niż 20 ZM

 Najlepsze opowiadanie - Czarny Kotek
Verona
Nagroda: Dowolny przedmiot z Karawany wart nie więcej niż 300 ZM + Unikatowy Tytuł - Pogromca Czarownic 

Najlepsze opowiadanie - Jednorożec
Brak

Najlepsze opowiadanie - Dzik
Chapter Additen
Nagroda: Smoczy Wisior + 10 PS do Siły  

Najlepsze opowiadanie - Jeleń
Tianko
Nagroda: 5 PS do Zręczności + 5 PS do Siły 

Najlepsze opowiadanie - Sarna
Tianko
Nagroda: Frezja + 5 PS do Zręczności 

Najlepsze opowiadanie - Lis
Camille
Nagroda: 5 PS do Inteligencji  

Najlepsze opowiadanie - Zając 
Night Killer
Nagroda: 5 PS do Zręczności + Tytuł Biegnący z Wiatrem 

Najlepsze opowiadanie - Bażant 
Agila
Nagroda: Fioletowa Róża 


Tytuł Mistrza Polowań
Skaza de Noir 

Dodatkowo KAŻDY wilk który wziął jakikolwiek udział w WP otrzymuje 10 ZM oraz za KAŻDE wysłane opowiadanie otrzyma 3 ZM i 3 PS.

 Po wygrane tytuły trzeba zgłosić się do Jigsava lub Raima.

Gratuluję wszystkim zwycięzcom! 

Pozdrawiam,
 Jigsav
 
+ Gratuluję zwycięzcom i zachęcam do brania udziału w przyszłych Wielkich Polowaniach. Wszystkie nagrody, zarówno za najlepsze opowiadania, za udział jak i zaległe przedmioty uzyskiwane za pisane opowiadania zostały już dodane.
/Raimo

Skaza de Noir do Chapter Additen

Wygrzewałem się na kamieniu nad rzeczką. Tego dnia pogoda wyjątkowo dopisywała. Słońce grzało niemiłosiernie, jednak ja uwielbiam ekstremalne pogody i skrajne temperatury. Najbardziej z nich uwielbiam jednak połączenia upału i suszy oraz zimna i ulew. W takie dni większość wilków siedzi u siebie w domach, jaskiniach, norach czy jamach, co oznacza święty spokój. Żadnych głupich pytań i wywiadów.
Tego dnia miało być inaczej. Do rzeki zbliżała się jakaś wadera w grafitowym kolorze z turkusowymi pasemkami. Postanowiłem się nie wychylać i nie rzucać w oczy, jednak ona mnie zauważyła.
- Cześć! - krzyknęła z przeciwnego brzegu. Leniwie podniosłem łeb i burknąłem:
- Witaj. 
- Jestem Chapter Additen.
- A ja nie.
- Wybacz, nie dosłyszałam.
- Skaza de Noir. - odparłem wreszcie. Pomyślałem, że skoro ona popsuła mój dzień, to teraz czas abym ja zrobił to samo wobec niej. Szybko wstałem i jednym susem przeskoczywszy wodę doskoczyłem do Chapter Additen.
- Skazaaa. - wyszeptałem jej złowieszczo do ucha i chyba nawet udało mi się lekko ją przestraszyć. Wadera spojrzała na mnie jak na idiotę, a ja zlizałem resztkę wody z jej prawego ucha. Prąd był wysoki i niemal cała była mokra. Wzdrygnęła się lekko, zabrała je i uśmiechnęła nieśmiało, chyba nie do końca wiedząc jak się zachować.
- Tooo, co teraz? - mruknąłem uwodzicielsko. - Hym hym hym... hymymymy - dodałem i znów zacząłem śmiać się szaleńczo i tarzać na wysuszonym placu trawy.

<Chapsiu?>

Skaza do Verony

- A gdzie ci się tak spieszy? Hym hym hym... Czyżby na randkę? Spoookooojnie. Jak kocha to poczeka. - szturchnąłem waderę i poruszałem brwiami. Wadera zrobiła znudzoną minę i westchnęła ciężko, ale ruszyła za mną. 
- A to są ślady sarny, drogie dziecko. - wskazałem na pozostawiony na piasku trop.
- Miałeś mi pokazać tereny, czy uczyć czegoś, na czym znam się lepiej od ciebie? - fuknęła na mnie, jednak nie zraziłem się.
- Och nie denerwuj się, ptaszyno. Nawet przez myśl mi nie przeszło, aby cię urazić. W takim razie zacznijmy. Jesteśmy w Szmaragdowym Lesie. Dobrze. Na dziś koniec oprowadzania. To strasznie męczące. - oznajmiłem. Zbliżyłem pysk do jej nosa. Chciałem ją polizać, ale odskoczyła do tyłu. 
- Nie daj się prosić. Daj buziaka na pożegnanie. - podszedłem do niej. Ver zjeżyła sierść na grzbiecie i zmarszczyła nos.
- Nie uciekaj... - mruknąłem zalotnie niskim głosem.


<Verona? (evil) >

sobota, 2 sierpnia 2014

Skaza de Noir - Wielkie Polowanie - cienisty smok

Najtrudniejsza do pokonania bestia kryła się za Lasem Ebrielon Neralu. Musiałem więc przedrzeć się przez gęste zarośla. W każdym z nich kryło się niebezpieczeństwo. Aby uniknąć kłopotów, postanowiłem zmienić postać. Mongrel wydawał się być odpowiedni. Wielkie psy budzące strach. Na pewno nikt nie odważy się ich atakować. Na wszelki wypadek zabrałem ze sobą Anarchię. Moją dzielną i groźnie wyglądającą towarzyszkę. Samym spojrzeniem paraliżowała wrogów.
Kroczyliśmy wyczuleni na najmniejszy szelest. Nie rozmawialiśmy. Nie chcieliśmy zwracać na siebie uwagi. Las zdawał się nie mieć w sobie życia. Pomimo wielu groźnych stworzeń czających się na każdym kroku, nic  nie słyszeliśmy. Przebyliśmy go bez większych przygód.
Poza lasem było pusto. Dosłownie nawet żaden owad nie latał w powietrzu. Wszędzie popiół. Drobne głazy i resztki gałęzi. Żadnego wiatru. Żadnych śladów łap. Żadnych odgłosów. Wszędzie tylko pustka i ciemność. W pewnej chwili Anarchia chciała zabłysnąć jednak nie pozwoliłem jej na to. Nie chciałem budzić cienistego smoka bez poprzedniego obejrzenia go.
Po żmudnych poszukiwaniach nic nie znaleźliśmy. Wtedy pozwoliłem rozświecić Anarchii drogę. Obudził się. Usłyszeliśmy groźny ryk. Zaśmierdziało siarką. Ryk jednak nie przypominał takiego, który miałby odstraszyć wroga. Bardziej cierpienia. Rozejrzeliśmy się nerwowo. Nic nie zobaczyliśmy. Anarchia przebiegła kawałek. Zwróciła się w moją stronę i dała znak abym podszedł. Posłuchałem. Smutny, prawie umierający smok leżał w dolinie. Sprawiał wrażenia niegroźnego więc podeszliśmy bliżej. Wtedy on rozłożył skrzydła. Zionął ogniem i nastroszył łuski. Jego skrzydła nie wyglądały normalnie. Nie były to kości z typową błoną rozwieszoną miedzy nimi. To mrok. Niekończąca się ciemność. Anarchia mocniej zaświeciła się ze strachu. Wtedy schował łeb, a ja zrozumiałem, że bronią jest światło. Sam również rozbłysnąłem. Wił się i ryczał z bólu. dziwiło mnie, że po prostu nie odleciał, ale nie miałem mu oczywiście tego za złe. Nacieraliśmy na niego coraz bardziej. Zmniejszał się coraz to bardziej. W końcu zniknął, pozostawiając po sobie kilka łusek.

Od Verony - Wielkie Polowanie - Mongrel

Mongrel? A cóż to za istota?
Verona nie miała bladego pojęcia czymże jest ten mongrel. Zmierzała w stronę Jigsav' a. Basior wyjaśnił jej, że owe zwierzę to psowaty większy od wilka. Strasznie dużo informacji.
Wadera szła do swojej jaskini w celu wzięcia swojej niezbędnej sakiewki. Wzięła też sztylet. Tak na wszelki wypadek.
Podążając w góry zadawała sobie jedno podstawowe pytanie: jak zabić wilka? Możliwości wiele... Można go zagryźć. No, w ten sposób każdego można zabić. Z pośród nasuwających się pomysłów Ver wybrała zagryzienie ze sztyletem do pomocy. Po długiej wyczerpującej podróży dotarła do jeziora. Zaspokoiła pragnienie i rozglądnęła się. Nigdzie nie było śladu mongreli. Nagle usłyszała warczenie i dźwięki charakterystyczne dla psowatych. Zaitrygowana wadera potruchtała przez las. Po chwili zobaczyła walkę dwóch wilków. Nie, jak na wilki były za wysokie. Mongrele. Zwierzęta szczekały, że tak to ujmę i toczyły zaciekłą walkę. Gryzły się po pyskach, skakały na dwóch łapach , a z ich oczu biła czysta nienawiść. Wilczyca chciała podejść bliżej, ale po drodze nadepnęła na suchą gałązkę, która złamała się z trzaskiem. Psowate zwróciły swoje żółte ślepia w stronę Verony, jednak ta zręcznie ukryła sie w cieniu. Po chwili padł strzał. Tym razem wadera na prawdę się przestraszyła. Jeden z mongreli padł martwy, a drugi rzucił się w drzewa, gdzie zagryzł człowieka. O Jezu! Gdy upewnił się, że osoba, którą zaatakował jest martwa odwrócił się do Ver. Ta powoli wyłoniła się z kryjówki i stanęła przed nim.
W tym momencie walka rozpoczęła się. Mongrel rzucił się na wilczycę, ta jednak zręcznie uskoczyła w bok i potrząsnęła łbem cmokając.
- Musisz się jeszcze wiele nauczyć. - rzuciła i zaatakowała zwierzę. Chwyciła go zębami za pysk i wbiła my sztylet w szyję. Patrzyła jak jego klatka piersiowa coraz wolniej podnosi się i opada. Wyjęła sztylet z szyi i wytarła o trawę. Zadowolona zaczęła zajadać się mięsem mongrela. Normalnie jak kotlet!



Gdyby zabicie Mongrela było takie proste :')
                                                  ~Jigsav

Wielkie Polowanie dobiega końca

Uwaga! Dzisiaj kończy się Wielkie Polowanie! Do godziny 23:59 można jeszcze przesyłać opowiadania. Jutro zostaną wyłonieni zwycięzcy.

Jigsav

Od Scytche Nova C.D.O. Hope

-Hope?!-Krzyknęłam z nieukrywaną radością.
-Tęskniłam za tobą.
-Ja też.-Powiedziałam z uśmiechem.
-Tu jest wataha wiesz?
-No chyba, że nie!W myślach czytać nie umiem, więc to jest oczywiste. - Zaśmiałam się.


< Hope >

Chapter Additen - Wielkie Polowanie - Dzik

Ostatnim zwierzęciem na jakie miałam ochotę polować był dzik. Miałam już kiedyś styczność z tym zwierzęciem. Skończyło się przebitym bokiem i unieruchomieniem na około trzy tygodnie. Dziki to niezwykle sprytne i silne zwierzęta, jednak kiedy się denerwują wpadają w dziki szał i stają się lekkomyślne. Miałam już z takim do czynienia i wiem, ze to nie przelewki. Dlatego nie do końca przypadło mi to zadanie do gustu. Postanowiłam zrobić to jak najlepiej i nie powtórzyć tych samych błędów. Wybrałam się na wrzosowisko. Tam zawsze kręcił się jakiś dzik ryjąc w ziemi. I tym razem było tak samo. Jak na złość był tylko jeden, więc nie było w czym wybierać. Trzebabyło to rozegrać jak najszybciej. Pobiegłam sprintem do przodu. Zanim dzik zdążył się zorientować co się dzieje, ja już siedziałam ja jego karku. Wgryzałam się w grubą skórę. Dzik podrzucał mną jak na rodeo. W pewneym momencie wywrócił się i skręcił kark. Kolejna zdobycz do kolekcji.

piątek, 1 sierpnia 2014

Chapter Additen - Wielkie Polowanie - Jeleń

Ta sarna, którą wczoraj upolowałam była przepyszna. Jednak dzisiaj miałam ochotę na coś większego. Na jelenia!. I to nie byle jakiego tylko przewodnika stada. Wytropienie saren nie było trudne. Czuć je z kilometra. Pobiegłam na skraj młodego lasu gdzie zwierzęta się pasły. Wyszukiwałam wzrokiem mojego wybranka. Ujrzałam go koło młodej sosenki, której obgryzał korę. Miał piękne rozłożyste poroże. ,,Pięknie będzie wyglądać w mojej jaskini’’ pomyślałam. Wiedziałam , że nie będzie z nim tak łatwo jak z sarną. W końcu to samiec… i jeszcze te rogi. Wystarczy jeden nieostrożny ruch i już można się nadziać na rogi. A togo chyba nikt by nie chciał. Pierwsze co musiałam zrobić to oddzielić samca od stada. To była najtrudniejsza część całej akcji. Wystraszone sarny od razu kierują się do jelenia. Jedyne co wystarczy zrobić to skoczyć między nich. Odczekałam chwilę, i kiedy przyszedł właściwy moment skoczyłam. Wylądowałam centralnie po środku. Wystraszone sarny początkowo pobiegły na mnie. Jednak od razu zawróciły. Pozostałam już tylko ja i jeleń. Samiec nerwowo rozgrzebywał kopytem ziemię, machał głową i pomrukiwał. Co chwilę zadzierał łeb ku niebu i porykiwał głośno. Odczekałam na taki moment, i kiedy szyja była odsłonięta, skoczyłam. Wgryzłam się w szyję zwierzęcia. Ścisnęłam szczęki i przegryzłam mu krtań. Z gardła wydobywał się cichy charkot, a ja wszędzie widziałam i czułam krew. Jeleń już nie żył, kiedy ja zabierałam się za zabranie mojego trofeum – Jelenie Poroże.

Skaza de Noir - Wielkie Polowanie - hydra

Coraz częściej przydawały mi się lekcje odbyte w szczenięcych latach z szamanem. Tym razem musiałem odświeżyć pamięć nawiązując do hydry. Mitycznego smoka z trzema łbami, przy czym po odcięciu jednego na jego miejsce wyrastają dwa nowe. Sposobów na jego unicestwienie jest więc niewiele... Trudno będzie zadać tak ciężkie obrażania by zdechł, z powodu jego rozmiarów. Utopienie, bądź uduszenie raczej też nie wchodzą w rachubę. Pozostają więc dwa wyjścia. Albo trucizna, albo tradycyjne przygniecenie głazem. Z kolei gdzie znajdę tak wielki kamień. A konkretniej to kto mi go podniesie? Chyba zostanę przy otruciu. Do dyspozycji wytypowałem jad skorpiona, wyciąg z hippomane mancinelli i bakterie beztlenowe. Hodowałem je właśnie na taką okazję. Postanowiłem połączyć wszystko ze sobą dla lepszego efektu. Do tak potężnej bestii potrzebowałem na prawdę ogromnych ilości składników. Gdy wszystko wymieszałem, natarłem tym mięso. Dzięki Wielkiemu Polowaniu miałem jego spore zapasy. Opróżniwszy swoją całą spiżarnię, udałem się w góry. Wyglądałem teraz jak osioł juczny. Cały obładowany mięsem dzielnie i dumnie kroczyłem lasem. Dotarłszy na miejsce zrzuciłem balast i jąłem rozglądać się za potencjalną ofiarą. Przeistoczyłem się w sokoła i wzbiłem się w przestworza. Trzymałem w szponach kawałek przynęty, w razie spotkania z którąś z głów. Przeczesawszy znaczną część wzniesień i dolin znalazłem ją. Wrzasnąłem dwa czy trzy razy, by zwrócić jej uwagę. Jeden z łbów skierował się w moją stronę i rykną donośnie. Wykorzystałem to. Podleciałem bliżej i "zbombardowałem" go kawałkiem trucizny. Nie omieszkał się go połknąć. Szybko nadleciałem z kolejną porcją i powtórzyłem czynność. Odbiła  się od oka, ale to już wystarczyło. Wyciąg z drzewa i bakterie beztlenowe szybko przedostaną się do mózgu. Trzeci łeb obrzuciłem trzema pozostałymi kawałkami. Pozbierał je i zjadł z lubością. Dopiero gdy otrułem ostatni łeb cały stwór zaczął się dusić. Uroczy widok. Wywijanie się tułowia i jednego łba. Dwa pozostałe wisiały bezwładnie. Obijały się o skały i przy okazji obdzierały ze skóry. Gdy hydra padła martwa, odciąłem ostatni łeb jako trofeum i pamiątkę zarazem.

Od Verony - Wielkie Polowanie - Czarny Kotek

Kot? Kolejną zdobyczą ma być KOT!? Co następne, świnka morska czy chomik? A może od razu mysz? Nie, jeszcze lepiej: mrówka! KOTEK!? W dodatku nie napisano gdzie go znaleźć. Wracała do jaskini po jej ukochaną sakiewkę. Przewiesiła ją przez łapę i ruszyła do Lasu Gaudi. Był jej ulubionym miejscem, w którym mógł kryć się kolejny punkt Wielkiego Polowania. Przysiadła przy skałce wystającej z trawy. Nagle usłyszała miauknięcie. Odwróciła łebek i ujrzała go. Wstrętny, zapchlony kocur z zapałem czyścił sobie łapkę. Verona bez wahania rzuciła się na kota, jednak on błyskawicznie zeskoczył na ścieżkę. Zdezorientowana spojrzała na niego. Rzucił jej przeciągłe, lekceważace miauknięcie. O nie, nikt nie będzie lekceważył Verony! Zaatakowała go; on znów uciekł. Przygotowała się i skoczyła przygniatając go. Chciała go zagryźć, lecz on wydostał się. I wtedy przypomniała jej się piosenka Skazy. "Wyrwij kotu jedną nogę, żeby zdechł, żeby zdechł...". Ver spojrzała na kota, który znów wylizywał łapkę. Podeszła troszkę do niegoi jej zęby zacisnęły się na wylizywanej łapie. Mimo, że drapał waderę po pyszczku z determinacją szarpała go za kończynę. Jego miauki stały się głośniejsze, gdy łapa wypadła ze stawu. Po chwili było po wszystkim. Muszę zapamiętać, by podziękować Skazie, pomyślałam. I uśmiechnęłam się do siebie.

Od Verony - Wielkie Polowanie - Jednorożec

Jednorożec? Ten koń z rogiem?
Verona długo rozmyślała jak upolować owe zwierzę. Postanowiła wybrać się do lasu , aby znaleźć ofiarę. Gdy zaplątała swój ogon w paprociach miała tego pomysłu serdecznie dosyć. Wściekła pomaszerowała dalej i nagle do kogoś dobiła. Był to biały jednorożec ze srebrną grzywą i ogonem. Zachwycona spojrzała na jego błyszczący róg i zapragnęła go mieć. Warknęła cicho. Zwierzę parsknęło i wierzgnęło dziko. Wadera cofnęła się trochę, bo pamiętała bolesną pamiątkę po zdarzeniu z dzikiem. Koń zacząl uciekać i rżeć. Ver pomknęła za nim mrużąc oczy. I nagle zniknął. Zdezorientowana wilczyca rozglądała się wokół siebie. Zbliżyła łeb do ziemi szukając woni jednoroga. Tak, pomyślała, już niedługo jego róg będzie mój. Węsząc dotarła do skraju lasu. Tam ukryta za drzewem obserwowała swoją kolację. Skubała trawę. Verona bezszelestnie okrążyła ofiarę wychodząc z cienia. Powoli się do niej zbliżała. Krok za krokiem. Koń zastrzygnął uchem. Wadera odeszła 80° w lewo i rzuciła się na jednorożca. Wbiła mu sztylet w pierś i wpatrywała się w oczy tracące blask. Wzięła kęs mięsa i zachwyciła się smakiem srebrnej krwii.

Od Camille do Agily

- Chyba zaprowadzę cię do tej alfy... Lubię samotność, zawsze poprawia mi samopoczucie. Lubię także od czasu do czasu spędzanie czasu w niewielkim towarzystwie - tłumaczyłam. - Chyba mnie zrozumiesz...
- Raczej tak... - wymamrotała przez zaciśnięte zęby.
Podniosłam łeb. Zmieniłam zdanie, chciałam się pokazać z lepszej strony.
- Widzisz te chmury? - zapytałam.
- Nie trudno zauważyć... - burknęła.
- Starsza siostra mi kiedyś mówiła, że na każdej chmurze żyje jakiś wilk po jego śmierci.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- Zadała kolejne pytanie całkiem opanowana.
- Pomyśl. Codziennie idziesz po drogach, które stworzył Bóg. Bóg w którego wierzysz. Żyjesz pod niebem w którym mieszkają twoi przodkowie. Nie zastanawiałaś się nad tym? - ciągnęłam. - W życiu jest jedna zasada. Przeżycie. Są wilki, które chcą popełniać samobójstwo, bo nie cierpią swojego istnienia. Oznacza to, że dają rady dotrwać do swojego celu. Są tchórzami. Mają pełno słabości, z którymi nie mogą sobie poradzić. Dostali dar od Boga, którym jest własna wola. Niestety nie umieją jej wykorzystać i nie chcą
- Nie wiem co powiedzieć... Musiałabym się nad tym dłużej zastanowić, ale w twoich słowach coś jest... - odparła.
- A teraz chodź, zaprowadzę cię do alfy. - oznajmiłam wychodząc z wody.
Przez całą drogę szłyśmy w milczeniu. Poprzez dziwne zamyślenia wilczycy, domyśliłam się, że zastanawia się nad moimi słowami.
- Pierwsza jaskinia po prawej. Tam znajduje się alfa. Poradzisz sobie? - powiedziałam.
-Tak. Możesz już iść, jeśli chcesz.
Po tych słowach każda poszła w swoje strony. Chyba odzyskałyśmy szacunek do siebie nawzajem.

Od Verony do Chappad

Gdy usłyszałam swoje imię odwróciłam się i zobaczyłam Skazę. Biegł w moją stronę. Ekstra, jeszcze jego mi brakowało.
- Verona! - zadyszany zatrzymał się przede mną.
- Co? - warknęłam.
- Niedawno się ze mną zeswatałaś, a już za moimi plecami randkujesz z nieznajomymi!? - wyrzucił jednym tchem.
- Słucham!? Ja i ty? Bez przesady! Poza tym Chappad... - moje oczy miały dwa razy większy rozmiar niż normalnie.
- A to tak się twój amant nazywa!!! - popatrzył na mnie oskarżycielsko.
- Chappad jest waderą, głupku! - odwróciłam się do wadery z przepraszającym spojrzeniem. - To tylko Skaza de Noir.
Prychnął za moimi plecami.
- Czy możesz zostawić nas same? - zapytałam schylając łeb do rzeki.
Chappad również zaspokoiła swoje pragnienie. Po chwili usłyszałam ciche chlipanie.
- Nie słyszałeś mnie? - zmrużyłam oczy.
- Ranisz mnie. - wychrypiał.
Czy on nie może zostawić mnie w spokoju? Dlaczego nie nęka np. Jigsav' a???
- Żegnam! - odwróciłam głowę.
Chappad podbiegła do mnie i odeszłyśmy.

<Chappad:P>

Od Eivy Do Cloud

Pewnego słonecznego dnia , rankiem odważyłam się na to aby wyjść na świeże powietrze razem z Kasumi . Na początku był to cichy spacer , ale nagle Kas zaczęła nawijać . Potem rozmawiała ze zwierzętami , zauważyłyśmy czarnego ptaka , który miał czerwone plamy na wielkich potężnych skrzydłach . Zaczął on lecieć coraz niżej , aż w końcu spadł . Natychmiast pobiegłyśmy na miejsce wypadku , okazało się że to nie był ptak tylko wilk , basior dokładnie .
- Wszystko w porządku ? - Zapytałam ze z martwieniem .
- Tak , Tak - Odparł ze śmiechem
- Na pewno nic Ci się nie stało ?
- Na pewno , po prostu zamyśliłem się i wpadłem na wysokie drzewo a potem spadłem - uśmiechnął się do mnie aby mnie uspokoić .
- Razem z siostrą wędrowałyśmy , patrząc na niebo zauważyłyśmy Ciebie - Odparłam
- Yyyyy.... to gdzie jest twoja siostra ? - Zapytał z niepokojem
- Ojjjj... Kas - Zdenerwowałam się troszkę na samą myśl że może stać się kolejny wypadek .
Razem z wilkiem pobiegliśmy ją poszukać , po drodze przedstawiłyśmy się itp.

< Cloud ? Co było dalej ? :D >

Od Verony do Skazy

- Bardzo śmieszne. - prychnęłam.
- Veronko, uspokój się. - zajęczał.
Nie odpowiedziałam i dalej szłam.
- Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samego! - pozostał w tyle.
- Przecież nie znasz tych terenów, jeszcze się zgubisz kochanie. - krzyczał.
Zatrzymałam się. Tu mnie miał. Powoli się odwróciłam.
- I co w związku z tym? - wysyczałam.
- Pozwól, że zostanę twoim osobistym przewodnikiem. - zachwycił się.
No super przewodnik mi się trafił.
- No nie daj się prosić. - podszedł do mnie.
- No dobra. - przestąpiłam z łapy na łapę. - Ale szybko.
- A gdzie ci się tak spieszy?

<Skaza? Tak, wiem, kochasz mnie za te najlepsze momenty xD>

Tianko do Fallen'a

- W sumie to ja też nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Jakby nad tym chwilę pomyśleć, to obojętnie co zrobimy, wszystko stracimy po śmierci. Czyli wszystko czego dokonamy, przełoży się na naszych potomków. Idąc tym tokiem myślenia, wciąż robimy coś dla innych. – Spojrzałam na Fallen’a – Lubię takie filozoficzne rozważania. W ten sposób można dojść do tego, że nie opłaca się nic robić całkowicie dla siebie. Ale w sumie nasi potomkowie też kiedyś stracą to, co my im daliśmy.
- Ale… - zaczął basior, lecz nie dane mu było dokończyć.
- Poczekaj chwilę. Ale każdy z tych gestów, rzeczy które robimy dla siebie i bliskich, daje szczęście. A im jest go więcej, tym… No, wiesz, nie umiem tego do końca wyjaśnić – uśmiechnęłam się. – W takim razie, w życiu chodzi o to, by ułatwiać sobie nawzajem życie i uszczęśliwiać innych.
- Mniej więcej tak to chciałem dokończyć, kiedy mi przerwałaś.
- Oh, przepraszam. Chyba nigdy nie poprowadzimy normalnej rozmowy. Za każdym razem jedno drugiemu przerywa.
- Fakt. Jesteś pewna, że…
- Tak, jestem pewna, że możesz tu zostać. I nie, nie wypuszczę cię w taką ulewę po zmroku.
Zachichotaliśmy. Ułożyłam się wygodnie na skórach, które przypominały mi o przeszłych polowaniach. Basior także szykował się już do spania.
- Dobranoc – szepnęłam.
- Dobranoc – odpowiedział i za chwilę oboje pogrążyliśmy się we śnie.

Obudził mnie świergot ptaków. Otworzyłam powoli oczy, przyzwyczajając je do światła i rozejrzałam się po grocie. Musiało minąć trochę czasu, żebym przypomniała sobie wczorajsze zdarzenia. Zerknęłam na miejsce, gdzie spał Fallen. Nie było go. Na ziemi obok posłania, ujrzałam ślad pazurów. „Dziękuję, na mnie już czas” – rozszyfrowałam koślawy napis.
Szkoda, że już poszedł, ale wiem, że przygody z nim przeżyte, będę bardzo miło wspominać – przemknęło mi przez myśl.

Witamy!

Witamy nową waderę - Dean!



Od Chapter Additen do Myst

Lato… najpiękniejsza pora roku. Oczywiście zaraz po zimie. Słońce wstaję już o trzeciej nad ranem, zachodzi po dwudziestej drugiej, cały dzień jest ciepło i można spokojnie pływać bez obawy o przeziębienie… cudownie. Lato to także czas na spacery i wspólne zabawy z przyjaciółmi. Nawet mroczna strona lasu wydaje się odrobinę przyjaźniejsza. Każdy powinien korzystać z lata ile może. Dlatego ja postanowiłam się przejść wzdłuż rzeki, gdzie jest chłodno i przyjemnie. Słuchałam jak ptaszki ćwierkają, rybki się pluszczą w rzece. Raj na ziemie. A i od czasu do czasu puszczałam się biegiem przed siebie. Spotykałam wylegujące się wilki. Wszyscy byli zadowoleni. Nikt się niczym nie przejmował. Tylko ja miałam ciągle jakieś dziwne przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Czasem tak jest, że Cię złapie i nie chce puścić, i wtedy wszędzie widzisz jakiegoś śledzącego. Nie lubię tego uczucia. Co chwilę się zatrzymywałam i rozglądałam, węszyłam w powietrzu, nasłuchiwałam i nic. Owszem wyczuwałam jakieś obce zapachy, ale znajdowałam się blisko granicy z inną watahą więc nie mogłam brać tego za sygnał. W końcu jednak znalazłam owe źródło niepokoju. Parędziesiąt metrów przede mną przy granicy lasu, zauważyłam skradającego się wilka. Wilk, a raczej wilczyca poruszała się niespokojnie, cichutko, cały czas się skradając. Była bardzo chuda. Co jakiś czas zerkała na mnie nerwowo. Przystanęłam i czekałam co ona zrobi. Powolutku, kroczek za kroczkiem zbliżała się w moją stronę. W końcu chyba zdobyła się na odwagę i podbiegła na tyle, abyśmy mogły swobodnie porozmawiać.
- Witaj – przywitałam ją – Jak Ci na imię?
- Myst – powiedziała – To twoja wataha?
- Nie – uśmiechnęłam się – ale mogę zaprowadzić Cię do alfy jeśli chcesz.

<Myst, i co ty na to?>

Chapter Additen - Quest 9

W wilczym życiu bywa tak, że czasem spotykasz osobniki nastawione pokojowo, czasem nie. I od tego jak się zachowasz zależy całe wasze ,,powitanie/poznanie’’. Odkąd dołączyłam do watahy WzSL zawsze spotykałam przyjazne wilki. Jednak dzisiaj podczas wędrówki po górach Meardrick natrafiłam na pewnego jegomościa. Nasze spotkanie przebiegało następująco:
,,Przebiegałam właśnie przez szczyt, kiedy na niebie ujrzałam wielkiego białego orła. Zatrzymałam się i zaczęłam mu się przyglądać. To jednak nie był orzeł. To był wielki biały wilk! Skrzydlaty! Po raz pierwszy zobaczyłam takiego na oczy. Wiedziałam, że u nas w watasze też są skrzydlaci na przykład Fallen, ale nigdy go jeszcze nie widziałam. Wilk chyba mnie nie zauważył. Cały czas latał sobie nad szczytami drzew i powoli pikował w dół zbocza. Chciałam koniecznie go poznać i zbiegłam na dół. Niestety było zbyt stromo i zaczęłam się staczać co chwilę obijając o ziemię. Kiedy wylądowałam, mocno pacnęłam o glebę. Wszystko mnie bolało, a najbardziej głowa. Otworzyłam oczy i ujrzałam wielkiego białego wilka z czarnymi znaczeniami na łapie. Wokół niego unosiła się jakaś dziwna aura. Patrzył na mnie, nie bynajmniej tak mi się zdawało. Wilk miał oczy zasłonięte białą chustą. Podniosłam się na cztery łapy, spojrzałam na niego i powiedziałam:
- Cześć. Jestem Chapter Additen, a ty?
Wilk zmierzył mnie od łap do głowy, po czym zatrzymał wzrok na mojej szyi. Szybko przeniósł się na moje ślepia. Uśmiechnęłam się. Wilk rozłożył skrzydła i energicznie nimi machnął. W mojej głowie rozległo się warczenie. Cofnęłam się o parę kroków. Wilk regularnie machał skrzydłami i warczał coraz głośniej. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Serce waliło mi w piersiach. Nie przebiegłam nawet trzydziestu metrów, jak wylądował przede mną. Zatrzymałam się gwałtownie. Wilk zwinął skrzydła i skoczył na mnie. Uskoczyłam w bok. Ten był jednak bardzo zwinny i od razu ponowił atak. Uchyliłam się. Wilk przeleciał nade mną. Nie zdążyłam nawet podnieść głowy jak zwaliło mnie na ziemię potężne uderzenie jego skrzydła. Wilk skoczył na mnie i przygwoździł. Obnażył białe kły i warczał. Próbowałam się wyrywać. Jednak to nic nie dało, było on za ciężki. Nagle basior zamilkł. Usłyszałam wtedy czyjeś kroki. Wilk spojrzał mi w oczy i usłyszałam w głowie slowa wypowiedziane głębokim basem.
- Jeszcze kiedyś się spotkamy Chapter Additen.
I odleciał. Patrzyłam jak szybko znika w gęstych chmurach. Jeszcze przez chwilę leżałam na ziemi, kiedy z zarośli wyszła Verona. Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Cześć – uśmiechnęłam się – co słychać?
Wilczyca patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- W porządku. Szukałam Ciebie.
- Mnie? – spytałam zdziwiona
- Tak Ciebie – odrzekła – Chciałam Ci przekazać, że do watahy dołączyło parę nowych wilków. Może chciałabyś ich poznać?
- Bardzo chętnie – powiedziałam i ruszyłam za Ver. Po drodze cały czas nurtowały mnie słowa basiora ,,Jeszcze kiedyś się spotkamy’’. Ciekawe o co mogło mu chodzić…

Od Chapter Additen do Agili

Co można robić w letni upalny dzień? Pływać! Ja po prostu uwielbiam pływać. Kiedy mam taką możliwość od razu wchodzę do wody i pływam. A jeszcze lepiej gdy pływasz ze znajomym, albo przyjacielem. Niestety jest niewiele wilków w naszej watasze, które byłyby do tego skłonne o czwartej rano. Słońce powoli wschodziło, gdy przemierzałam wśród traw. Zobaczyłam w oddali Raimo siedzącego na skale. Czy ten wilk w ogóle kiedyś śpi? Jigsav to owszem, ale Raimo? Niektórzy już tak mają. Idąc przed siebie, w kierunku jeziora nie spotkałam nikogo, nie licząc kilku zajęcy i samotnej sarenki. Lubię gdy jest cisza i spokój, ale co za dużo to nie zdrowo. Puściłam się biegiem przed siebie i wskoczyłam wprost do chłodnej wody. Taką lubię najbardziej. Przez jakiś czas beztrosko sobie skakałam, pływałam i chlapałam. A co czasem można sobie pozwolić. Nagle usłyszałam jakiś szmer. Spojrzałam w stronę, z której dochodził. Ujrzałam tam ciemną wilczycą, z zielonymi ślepiami utkwionymi we mnie. Stałam tak przez chwilę zastygła i zastanawiałam się kim ona jest. Wadera z watahy, czy ktoś obcy? Nie znałam jeszcze wszystkich wilków, więc nie mogłam tego stwierdzić. Jedyne co przyszło mi wtedy do głowy to radosne machanie ogonem! Zaczęłam machać i uśmiechać się do niej. Wilczyca machnęła uchem i odwróciła głowę w drugą stronę. ,,To chyba swoja’’ pomyślałam i ruszyłam w jej stronę skacząc przez wodę. Wadera siedziała na płaskim kamieniu wystającym ponad wodę. Mógł się na nim zmieścić tylko jeden wilk, więc ja stanęłam obok niego. Musiałam wspiąć się na tylne łapy, aby na nią spojrzeć, przez krawędź kamienia.
- Cześć – przywitałam się radośnie.
Wilczyca spojrzała na mnie poważnym wzrokiem, ale nic nie powiedziała.
- Jestem Chapter Additen – kontynuowałam – Jak Ci na imię?
- Agila – powiedziała leniwie – Nowicjusz?
- Tak – odrzekłam i uśmiechnęłam się promiennie.
- Ile masz lat? – spytała zanim zdążyłam coś powiedzieć.
- Mam dwa lata. Nie myślałam, że spotkam tutaj kogoś o tak wczesnej porze.
- Przychodzę tutaj codziennie jak wszystkie wilki jeszcze śpią. Jest tutaj cicho i spokojnie, niestety nie dzisiaj – spojrzała na mnie, a na jej pysku pojawił się cień uśmiechu.
- Przepraszam powiedziałam. Może masz ochotę ze mną popływać?
Wilczycę najwidoczniej rozbawiło to co powiedziałam.
- Śmieszna jesteś dzieciaku – uśmiechnęła się.
Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. Agila podniosła się, rozciągnęła i ruszyła w stronę lasu. Potruchtałam za nią cichutko. Bardzo zaciekawiła mnie ta wilczyca. Utrzymywałam się jakieś pięć metrów za nią. Zauważyłam, ze co jakiś czas zerka na mnie okiem. W końcu się zatrzymała, ja również. Spojrzała w niebo, a potem na mnie. Patrzyła tak przez chwilę i powiedziała.

<Co powiedziałaś Agilo?>

Skaza de Noir - Wielkie Polowanie - Cienisty Koszmar

Cieniste koszmary? Co to za kurewstwo? Po pomoc udałem się do alfy. Raimo wyjaśnił gdzie żyją, jak wyglądają i że potrafią być zarówno materialne jak i nie. Bez namysłu udałem się w góry. Po drodze pomysł sam przyszedł mi do głowy. Hippomane mancinella - drzewo tak silnie trujące, że samo otarcie się o korę powoduje silne bóle brzucha i zmiany skórne. Wyciąg z jego nasion miałem w buteleczce w norze. Po drodze wstąpiłem więc po swoją broń. Miałem nadzieję, że moja moc zapobiegająca zmianom psychicznym nie nie zawiedzie i cieniste koszmary nie zmącą mi trzeźwości umysłu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o nikim, kto miałby z nimi styczność...
Gdy dotarłem do stóp gór, natarłem się trucizną, a także wypiłem jej nieznaczne ilości. Jej efekt powinien działać przez kilka dni, więc nie martwiłem się tym, czy zdążę wszystko należycie załatwić.
Nagle zrobiło się ponuro, jakby całe szczęście zniknęło ze świata. Otuliła mnie gęsta, szara mgła. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Śmierdziało trupem i stęchliznom. Słyszałem też dziwne krzyki i jęki. To była istna kraina bólu i cierpień. Nawet śmierć nie miała tutaj wstępu, bo była by najlepszym, co można u spotkać. Zadarłem łeb do góry i zobaczyłem dwa smoki. A właściwie coś co bardziej przypominało jego rozkładające się ciało, jednak dalej poruszające się jak żywe. Zawyłem jak wtedy przy polowaniu na mantykorę, jednak to nie zwróciło ich uwagi. Wydawały się być w innej rzeczywistości. Głuche na cudze krzyki. Zniżyły się dopiero po niemal godzinie. Ich ciała bezgłośnie dotknęły ziemi. Wydawały się nic nie ważyć, pomimo swych rozmiarów. Podbiegłem do nich. Nawet nie drgnęły. Siedziały naprzeciwko siebie i patrzyły sobie w oczy. Chciałem ich dotknąć, ale okazały się być nienamacalną substancją. Czarną ektoplazmą. Wszedłem w środek zjawy. W tym najgorszym momencie materializował się. Poczułem silny ból. Jakby coś miało mnie lada moment rozsadzić od środka. Usłyszałem też przeraźliwy wrzask. To brzmiało jakby ziemia się otworzyła i samo piekło zaczęło płakać. Cienisty koszmar oparzył się mną. Właściwie wyciągiem z drzewa. Odetchnąłem z ulgą. Ból ustąpił, krzyk umilkł, ciemność zniknęła, zabłysło słońce, zapachniało wiosną.

Skaza de Noir - Wielkie Polowanie - Mantykora

Słyszałem o nich od szamana udzielającego mi nauk. To lwy ze smoczymi skrzydłami, ludzką głową i ogonem skorpiona z silnym jadem. Przez chwilę zastanowiłem się czy może jednak się nie wycofać... Potężne bydle przeciw wilkowi, który nie odziedziczył zbyt wielkiej siły... Ach, co mi tam! Pokonałem mongrela jednym oddechem, to i mantykorze dam radę.
Udałem się więc na mokradła. Przewiązałem między drzewami dziwną linkę. Srebrną i cienką jak włos. Znalazłem ją w lesie, nieopodal rzeczki. Gdyby mantykora rozpędziła się do sporej prędkości, usłyszałbym jedynie świst i zobaczył jak łeb odpada od tułowia.
Diaboliczny uśmiech na pysku towarzyszył mi przez cały okres przygotowań. Mniej więcej na wysokości szyi, między dwoma drzewami przewiązałem niemal niewidoczną śmierć. Mantykory podobno roiły się w tych okolicach, ale musiałem jakiejś poszukać, by sprowadzić ją na właściwy tor i rozwinąć prędkość. Już po niespełna dziesięciu minutach znalazłem ją. Dziwaczny stwór zjadał w oddali coś na kształt sarny. Zawyłem. Od razu podniosła łeb i zwróciła go w moją stronę. Podbiegłem, lecz już po chwili musiałem uciekać. Rozpędziła się szybciej niż przypuszczałem. Była ode mnie o krok. Świst i huk. Głowa nie zcięła się do końca. Zatrzymało się na kręgosłupie, niemniej jednak tętnica uległa przerwaniu. Wyraźnie zobaczyłem jak wysokie było ciśnienie panujące wewnątrz ciała umierającego stworzenia. Krew pryskała niemalże na trzy metry. Podszedłem i nastawiłem pysk, aby jej skosztować.