- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała odważnie. A może tylko udawała...
- No... załóżmy, że zmieniłbym się teraz w smoka i sprawił, że spłonęłabyś żywym ogniem. Nie znasz mnie, a jednak idziesz posłusznie do mojej nory.
Verona zaśmiała się głośno i jak najbardziej szczerze.
- Nie boje się ciebie. Nie mam powodów. - oznajmiła, gdy już się uspokoiła do tego stopnia, by móc cokolwiek powiedzieć - Czy mam? - dodała, gdy stwierdziła, że jednak nie skomentuję. Uśmiechnąłem się złowieszczo.
- Może chcesz się przekonać, hę? - rzuciłem złowieszczo. Wadera ponownie się uśmiechnęła.
- Chcę jeszcze trochę pożyć.
- Trochę. - wyeksponowałem wyraz z jej zdania. - Dobrze. - przeciągnąłem "luzacko".
Wkraczaliśmy na tereny Mglistej Kniei. Robiło się coraz bardziej wilgotno i coraz chłodniej.
<Verciu? ^^, >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!