- Dalej Chapsiu, tylko parę łyczków, zaraz poczujesz się jak nowo narodzona.
Zerknęłam kątem oka na basiora. Wzięłam malutkiego łyczka. Na początku było strasznie gorzkie, ale powoli zaczęło robić się coraz słodsze, a po moim ciele przeszło miłe ciepełko.
- Jeszcze raz – spytałam – powiedz mi jak to się nazywa?
- Gynostemma, ziele życia – wilk uśmiechnął się – I co smakuje?
- Względnie – odparłam biorąc następny łyk – Wielkie dzięki.
- Ależ no problem, dla Ciebie wszystko.
Udawałam, że nie zwracam uwagi na drugą część tego zdania. Powoli dopijałam swój napar. Basior podszedł do wielkiego kotła w rogu jaskini i raz za razem wrzucał tam coś, następnie mieszał. Do moich nozdrzy doszedł miły zapach. Odstawiłam kubeczek i powoli do niego podeszłam. W kotle wszystko wrzało. Stanęłam koło Skazy i patrzyłam co robi. Wilk był bardzo zamyślony, ciekawe o czym myślał.
- I jak? – spytał nagle
- Co jak? – byłam zdezorientowana
- Jak się czujesz? Już lepiej?
- Tak, tak już lepiej – odparłam – Co tam pichcisz?
<Skazo? Nie mogłeś się tak od początku zachowywać?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!