- Skarbie nie zostawiaj mnie – wołał – dlaczego mi to robisz?
-Zostaw mnie! –Verona była już wściekła.
- Ależ najdroższa!
Wilczyca nagle się zatrzymała tak, że prawie na nią wpadłam.
- Słuchaj, bo powiem to tylko raz. NIE JESTEM TWOJĄ DZIEWCZYNĄ I ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!
- Najdroższa… zawsze pozostaniesz w sercu Skazy, obojętnie co mówią twoje usta, ja wiem co kryje się w twoim sercu…
Widziałam jak w Veronie wszystko się gotuje. Jeszcze chwila i wybuchłaby.
- Tymczasem pozwolę Ci trochę dojść do siebie. Pamiętaj jednak, ze Skaza w każdej chwili jest do twojej dyspozycji.
Basior odwrócił się i odszedł pozostawiając nas same.
- Kto to był? – spytałam
- Skaza de Noir – odpowiedziała Verona – myśli, że jesteśmy parą. Stary wariat… ale bywa miły, jak zapewne zauważyłaś.
- No tak jest bardzo miły, choć nachalny – przytaknęłam głową – Mam nadzieję, że da Ci spokój.
- Też mam taką nadzieję.
Wilczyca powoli ruszyła przed siebie. Podreptałam za nią. Ver co chwilę przyspieszała, zwalniała, zmieniała kierunek.
- Verona gdzie idziesz? – spytałam w końcu.
- Jak najdalej od niego! – wilczyca wskazała na orła, który latał wysoko na niebie.
- Dlaczego? – byłam zdezorientowana – To tylko orzeł.
- Żaden orzeł! To Skaza!
- Skaza może być orłem?!
- Nie tylko orłem… potrafi się zmieniać w różne zwierzęta.
,,Wow’’ pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. Jednak ten basior jest naprawdę uparty. Nawet mnie uznała, że amanta Verony. W duchu śmiałam się z tego.
- Chap… mogę mieć do Ciebie prośbę?
- Wal śmiało – powiedziałam i nastawiłam uszu.
<Ver, o co chcesz mnie prosić?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!