piątek, 1 sierpnia 2014

Od Verony do Chappad

Gdy usłyszałam swoje imię odwróciłam się i zobaczyłam Skazę. Biegł w moją stronę. Ekstra, jeszcze jego mi brakowało.
- Verona! - zadyszany zatrzymał się przede mną.
- Co? - warknęłam.
- Niedawno się ze mną zeswatałaś, a już za moimi plecami randkujesz z nieznajomymi!? - wyrzucił jednym tchem.
- Słucham!? Ja i ty? Bez przesady! Poza tym Chappad... - moje oczy miały dwa razy większy rozmiar niż normalnie.
- A to tak się twój amant nazywa!!! - popatrzył na mnie oskarżycielsko.
- Chappad jest waderą, głupku! - odwróciłam się do wadery z przepraszającym spojrzeniem. - To tylko Skaza de Noir.
Prychnął za moimi plecami.
- Czy możesz zostawić nas same? - zapytałam schylając łeb do rzeki.
Chappad również zaspokoiła swoje pragnienie. Po chwili usłyszałam ciche chlipanie.
- Nie słyszałeś mnie? - zmrużyłam oczy.
- Ranisz mnie. - wychrypiał.
Czy on nie może zostawić mnie w spokoju? Dlaczego nie nęka np. Jigsav' a???
- Żegnam! - odwróciłam głowę.
Chappad podbiegła do mnie i odeszłyśmy.

<Chappad:P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!