środa, 6 sierpnia 2014

Od Chapter Additen do Verony

Nie wierzę! Wpadłyśmy do Nocnego Lasu. Oddałabym wszystko żeby się tu nie znaleźć Verona też nie wyglądała na zadowoloną z naszego położenia.
- Musimy jak najszybciej się stąd wydostać - powiedziałam.
Próbowałam wspinać się na zbocze, z którego przed chwilą spadłyśmy. Nie byłam wstanie nigdzie zaczepić łapy. Tak jakby ktoś oszlifował całą górę. Moja towarzyszka również nie dawała rady. Nagle temperatura powietrza wokół nas spadła. Z naszych pysków wydobywała się para.
- Co to może być? - spytałam
- Nic dobrego - odrzekła Ver - musimy się gdzieś ukryć.
Pobiegłam za wilczycą, która sunęła wzdłóż zbocza. Nigdzie nie mogłyśmy znaleźć nawet najmniejszej dziurki, a co dopiero schronienia dla nas dwóch. Temperatura spadała coraz bardziej. Słyszałam bicie własnego serca, Ver i... *Trzask* Gwałtownie się zatrzymałyśmy.
- Mam nadzieję, że to Skaza - mruknęła Ver.
Rozglądałyśmy się wokół. W lesie panował dziwny mrok. Praktycznie nic nie było widać. Nagle na prawo ode mnie mignęły mi czyjeś ślepia. Przysunęłam sie bliżej Vadery... Czułam jak szybko bije jej serce. Nadzwyczaj szybko. Usłyszałam ciche mruczenie. Odwróciłam się gwałtownie. MONGREL!!! Zamiast do Ver przytuliłam się do mongrela! Szybko odskoczyłam i zaczęłam powoli się wycofywać. Koszmarny pies warczał i szczerzył kły. Z jego pyska strużkami ciekła ślina, od której bił dziwny blask. Nagle bestia skoczyła. Chciałam zrobić unik ale w tym momencie ktoś pociągnął mnie za łapę. Zostałam wciągnięta w dziurę pod krzakami. Rzucałam się z całej siły.
- Chap uspokój się! - to była Verona - Jeszcze nas usłyszy.
- To bolało - powiedziałam do wilczycy rozsmarowując, bolącą łapę.
- Wybacz nie mogłam inaczej...
- Dobrze już dobrze - powiedziałam - Dziękuję, że mnie uratowałaś.
Wilczyca się uśmiechneła. Gdzieś nad nami szalał mongrel.
- I co teraz? - spytała Ver - Jak sie wydostaniemy?
- Nie wiem - odrzekłam - Mam wielką nadzieję, że twój adorator jednak nas śledził...
Verona prychnęła.
- A masz lepszy pomysł? - spytałam - W dwie raczej sobie tutaj nie poradzimy. Może wyglądam i zachowuję się jak basior, ale nim nie jestem...
- Wiem i rozumiem to - zaczęła - ale błagam wszystko tylko nie Skaza!
Przemilczałam to, dodałam tylko - Na razie musimy poczekać aż mongrel odejdzie, wtedy wydostaniemy się z tej nory... i jakoś potem pójdzie.
Zorientowałam się, ze cały czas stoję i usiadłam. Patrzyłam na oczy Verony, które świeciły w ciemności. Zastanawiałam się jak wylądają moje. Zamyśliłam się. Z zadumy wyrwały mnie słowa Ver.
- Świecisz.
- Słucham? - spytałam zdezorientowana.
- Twoja grzywa - powiedziała - świeci. Teraz trochę przygasła, ale nadal świeci.
Wzięłam w łapy moją sierść i spojrzałam. Faktycznie trochę świeciła. Z sekundy na sekundę robiła się coraz bledsza. Zastanawiałam się skąd się to wzięło. Nigdy przedtem nie świeciłam.
- Możesz zrobić tak jeszcze raz? - spytała Ver - oświetliłabyś trochę tę norę.
- Ja... - zaczęłam - Nie wiem jak to zrobiłam...
- Szkoda - wilczyca westchnęła - To co możemy już wyjść? Mongrel chyba odszedł.
Faktycznie panowała cisza. Powoli zaczęłam wychodzić spod ziemi. Na zewnątrz panował jeszcze większy mrok. Zastanawiałam się jak to jest możliwe. Nagle usłyszałam głos Ver.
- Tego drzewa tu nie było.
Odwróciłam się i spojrzałam w tym samym kierunku co ona. Faktycznie stało tam dość potężne drzewo, którego wcześniej nie było.
- Tutaj robi się coraz dziwniej... - powiedziałam.
Nagle drzewo zaszumiało i zaczęło się kurczyć. Powoli zmieniało swój kształt.
- Witajcie panienki.
Przed nami zmaterializował się Skaza de Noir.
- Ty!!! - warknęła Ver - Ty!!!
- A i owszem - powiedział basior - Ja we własnej osobie. Pomyślałem, że panienką może być potrzebna pomocna łapa Skazy.
- W życiu! Same sobie poradzimy - fuknęła Ver i odwróciła się do niego ogonem.
- Ale... - zaczęłam
- Żadnych ale! Ja nigdzie z nim nie idę.

<Ver, no nie daj się prosić :) >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!