- Trochę mniej. - odparła dygocąc jeszcze.
- Trochę. - powtórzyłem przedrzeźniając ją. - Widzę, że się trzęsiesz. Przyjdziemy tu kiedy indziej, w cieplejszy dzień, bo dziś jeszcze się rozchorujesz.
Wróciłem do mej wilczej skóry i wypłynęliśmy na brzeg. Hope dalej się trzęsła.
- To nie był dobry pomysł. - mruknąłem. - Mieszkam spory kawałek drogi stąd, ale zapraszam na gorące ziółka.
Wadera popatrzyła na mnie z nieufnością, zmarszczyła lekko czoło w zamyśle, uśmiechnęła się, podniosła łeb do góry i oznajmiła:
- Ruszajmy.
<Hope? :p >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!