Wygrzewałem się na kamieniu nad rzeczką. Tego dnia pogoda
wyjątkowo dopisywała. Słońce grzało niemiłosiernie, jednak ja uwielbiam
ekstremalne pogody i skrajne temperatury. Najbardziej z nich uwielbiam jednak połączenia
upału i suszy oraz zimna i ulew. W takie dni większość wilków siedzi u siebie w
domach, jaskiniach, norach czy jamach, co oznacza święty spokój. Żadnych
głupich pytań i wywiadów.
Tego dnia miało być inaczej. Do rzeki zbliżała się jakaś
wadera w grafitowym kolorze z turkusowymi pasemkami. Postanowiłem się nie
wychylać i nie rzucać w oczy, jednak ona mnie zauważyła.
- Cześć! - krzyknęła z przeciwnego brzegu. Leniwie
podniosłem łeb i burknąłem:
- Witaj.
- Jestem Chapter Additen.
- A ja nie.
- Wybacz, nie dosłyszałam.
- Skaza de Noir. - odparłem wreszcie. Pomyślałem, że skoro
ona popsuła mój dzień, to teraz czas abym ja zrobił to samo wobec niej. Szybko
wstałem i jednym susem przeskoczywszy wodę doskoczyłem do Chapter Additen.
- Skazaaa. - wyszeptałem jej złowieszczo do ucha i chyba
nawet udało mi się lekko ją przestraszyć. Wadera spojrzała na mnie jak na
idiotę, a ja zlizałem resztkę wody z jej prawego ucha. Prąd był wysoki i niemal
cała była mokra. Wzdrygnęła się lekko, zabrała je i uśmiechnęła nieśmiało,
chyba nie do końca wiedząc jak się zachować.
- Tooo, co teraz? - mruknąłem uwodzicielsko. - Hym hym
hym... hymymymy - dodałem i znów zacząłem śmiać się szaleńczo i tarzać na
wysuszonym placu trawy.
<Chapsiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!