- Chętnie.
- W takim razie do stołu.- wydałem polecenie i po chwili postawiłem trzy talerze. Na dwa z nich nalałem wywar z ptasich zwłok, zaś na pozostałym położyłem ptaka, aby przestygł.
- Smacznego, melady. Ostrożnie, bo jeszcze gorące.
Chap skinęła głową i jeszcze raz powąchała zawartość talerz. Właściwie to zaciągnęła się nim z takim zapałem, jakby miało to co najmniej wydłużyć jej życie. Zacząłem powoli i ostrożnie pić. Brakowało trochę soli, ale był zjadliwy.
- Dolać? - spytałem, gdy talerz gościa był niemalże pusty.
- Ugh, za chwilę. Na ten moment pękam. - westchnęła z uśmiechem i położyła się na grzbiecie.
Uśmiechnąłem się pod nosem i skinąłem głową jakby do siebie, bo Chap z rozmarzoną miną zamknęła oczy. Po kilkunastu minutach zaproponowałem mięso. Wilczyca otworzyła ślepia, wstała i podeszła do stołu. Zaciągnęła się zapachem tak jak wówczas, gdy polałem wywar.
- Z chęcią. - rzuciła głośno, jednak po chwili posmutniała, a właściwie spoważniała. Pewnie zastanawiała się gdzie jest ukryty haczyk. Skąd ta moja diametralna przemiana.
<Chap?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!