środa, 6 sierpnia 2014

Skaza do Chap

Wadera popatrzyła na mnie, wywróciła oczy do góry  i zemdlała. Upadła tuz przed moimi łapami. Usiadłem więc wygodnie i patrzyłem na pół żywą wilczycę. Wyglądała jak martwa. Oddychała płytko i wolno. Ocknęła się po niespełna dziesięciu minutach. Przekrzywiłem łeb na bok. Patrzyła przez lekko uchylone powieki i jakby przez mgłę. 
- Wszystko dobrze? - spytałem z niepokojem w głosie. Szturchnąłem waderę łapą i odchyliłem jej łebek do góry. - Chap, wszystko gra? 
- Wadera ujrzawszy mnie napięła mięśnie jakby się mocno wystraszyła. Zaczęła dyszeć niespokojnie i szeroko otworzyła oczy.
- Chap, spokojnie, to tylko ja. - patrzyłem na nią z przerażeniem i bez zrozumienia w oczach. - Chap, to ja Skaza. Uspokój się. 


< Chapsiu? Czemu w większości swoich opowiadań robisz ze Skazy starego erotomana-gawędziarza i utrzymujesz, że zakochał się w Veronie, pomimo jego rzeczywistych odczuć, zamiarów i charakteru? : o >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!