piątek, 1 sierpnia 2014

Skaza de Noir - Wielkie Polowanie - Mantykora

Słyszałem o nich od szamana udzielającego mi nauk. To lwy ze smoczymi skrzydłami, ludzką głową i ogonem skorpiona z silnym jadem. Przez chwilę zastanowiłem się czy może jednak się nie wycofać... Potężne bydle przeciw wilkowi, który nie odziedziczył zbyt wielkiej siły... Ach, co mi tam! Pokonałem mongrela jednym oddechem, to i mantykorze dam radę.
Udałem się więc na mokradła. Przewiązałem między drzewami dziwną linkę. Srebrną i cienką jak włos. Znalazłem ją w lesie, nieopodal rzeczki. Gdyby mantykora rozpędziła się do sporej prędkości, usłyszałbym jedynie świst i zobaczył jak łeb odpada od tułowia.
Diaboliczny uśmiech na pysku towarzyszył mi przez cały okres przygotowań. Mniej więcej na wysokości szyi, między dwoma drzewami przewiązałem niemal niewidoczną śmierć. Mantykory podobno roiły się w tych okolicach, ale musiałem jakiejś poszukać, by sprowadzić ją na właściwy tor i rozwinąć prędkość. Już po niespełna dziesięciu minutach znalazłem ją. Dziwaczny stwór zjadał w oddali coś na kształt sarny. Zawyłem. Od razu podniosła łeb i zwróciła go w moją stronę. Podbiegłem, lecz już po chwili musiałem uciekać. Rozpędziła się szybciej niż przypuszczałem. Była ode mnie o krok. Świst i huk. Głowa nie zcięła się do końca. Zatrzymało się na kręgosłupie, niemniej jednak tętnica uległa przerwaniu. Wyraźnie zobaczyłem jak wysokie było ciśnienie panujące wewnątrz ciała umierającego stworzenia. Krew pryskała niemalże na trzy metry. Podszedłem i nastawiłem pysk, aby jej skosztować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!