Bardzo lubię polować. Chyba jak każdy wilk. Każda zwierzyna jest dobra. Ale najbardziej lubię polować na sarny. Kocham jeść dziczyznę. Ten smak, kruche mięsko. Niebo w gębie. Ale mięsko samo się nie pojawi. Trzeba po nie pójść. Jednak najpierw trzeba pójść się napić. Odwiedziłam leśne źródełko i spotkałam tam Agilę, która doradziła mi abym skierowała się na słoneczną polanę. Ponoć często odwiedza je stado dorodnych jeleniowatych. Szybko się tam wybrałam. Na miejscu ujrzałam z dwadzieścia saren i jednego jelenia. ,,Jest w czym wybierać’’ pomyślałam. Ustawiłam się pod wiatr i szukałam ofiary. Jest! Młoda sarna na uboczu. Podbiegła jak najbliżej niej kryjąc się za zaroślami. Sarna zbliżała się w moją stronę. To miała być szybka akcja. Z niecierpliwością patrzyłam jak przesuwa się centymetr po centymetrze. Jest już tylko metr ode mnie. Już czas. Skok do przodu. Chwyt za gardło. Wciągam ją w krzaki. Zaciskam szczęki. Krew. Drgawki. Ostatnie tchnienie. Trup.
A jak było naprawdę?
Jest już tylko metr ode mnie. Już czas. Skok do przodu. Chwyt za gardło. Próba wciągnięcia w krzaki. Zawiśnięcie w powietrzu. Szaleńczy bieg sarny ze mną uczepioną do jej szyi. Zaciskanie szczęk. Sarna szaleje. Krew się leje. Sarna nie daje za wygraną. W końcu pada martwa. Zwycięstwo. Cóż bywają i takie zakończenia. A sarenka skończyła jako obiadek dla Chapter i jej znajomych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!