- Tianko? Obudź się! Tianko! - krzyczałam.
- Camille? - zapytała.
- Tak, to ja. Wstawaj!
- Co się stało? Goniłaś mnie? - powiedziała stając na nogi.
- Tak, goniłam cię. Byłam w tym czasie niewidzialna. Skaza został. Nie przejął się. A tak w ogóle to zemdlałaś z zmęczenia i wysokiej temperatury. Napij się wody - poinformowałam wilczycę.
- Dzięki. Ale nie rozumiem. Dlaczego za mną biegłaś? - zapytała biorąc trochę wody do pyska.
- Chciałam porozmawiać dla osobności. Sam na sam, bez tamtego drania.
Nagle usłyszałam szelest zza krzaków. Tego się obawiałam przyszedł Skaza. Tianko zaczęła się powoli wycofywać.
- Czego jeszcze od nas chcesz?! - warknęłam wściekła.
- A co nie można? Chciałem zapytać jak tam u naszej ukochanej waderki... Tak nagle uciekła... - odparł udając troskę.
- Idź! Zostaw nas! - krzyknęła Tianko z łzą w oku
<Skaza? Tianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!