wtorek, 22 lipca 2014
Skaza do Camille
- Okej, już idę. Nie chcecie mnie, prawda? - powiedziałem z jak zwykle udawanym, wielkim smutkiem, po czym odwróciłem się i zacząłem zmierzać w wielkie zarośla, z których przed chwilą wyszedłem. Obie wadery zostały pod drzewem i wydaje mi się zaszokowane moim zachowaniem. Bo kogóż by nie zadziwiło to, że w końcu zdecydowałem się "odpuścić". Odpuścić! Niech myślą co chcą, ale ja i tak nigdy się nie poddaję. Już po chwili za uchem Camille siedziała mała pchla i gryzła ją namiętnie, tak by wyrządzić jak największą krzywdę, nie czerpać korzyści. Za uchem, pod brodą, na szyi, w brzuch i na grzbiecie. Wszędzie, gdzie tylko się pojawiałem gryzłem małą wredną wilczycę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!