- No proszę... - namawiał.
- No dobrze... Gdy byłam jeszcze malutka, na moją watahę napadli kłusownicy. Rodzice zabrali mnie i dwóch moich braciszków do małej bezpiecznej groty. Chwilę potem mama została zastrzelona. Gdy widziałam jak mój tato walczy z jednym z kłusowników, chciałam wybiec i mu pomóc, choćby tracąc swoje życie. Braciszkowie pociągnęli mnie za ogon mówiąc: "Evka, jesteśmy za mali by walczyć. Od razu nas rozdepczą!". Przytaknęłam. Patrzyliśmy co się dzieje. Nagle jakiś człowiek podszedł do groty w której się chowaliśmy. Moi bracia tak się zapatrzyli, że w ogóle go nie widzieli. Próbowałam ich szturchać i szeptałam by się odsunęli w głąb groty. Ci zaś byli zbyt zajęci żeby mnie słuchać. Kłusownik chwycił za karki moich braciszków i zabrał ich, nie zauważając mnie. Siedziałam tam, mając nadzieję, że mój tatuś jeszcze ma szansę. Niestety. Zanim by zdążył pokonać ów złego kłusownika, przybiegło jeszcze czterech. Każdy trzymając za jedną łapę, odwrócili wilka brzuchem do góry. Mój tato miał bardzo cenną sierść, ale był też bardzo dziki, więc trudno było go pokonać. Jednak to była inna sytuacja.- łzy zaczęły mi cieknąć po pysku. - Musiałam patrzeć jak rozcinają mu brzuch i zdzierają skórę... Pomimo odejścia ludzi, ze strachu siedziałam w grocie jeszcze rok. Kilka lat później znalazłam nową, większą. Byłam samotniczką aż do tego czasu. Wreszcie znalazłam watahę. Ale chociażbym chciała, nigdy nie zapomnę tej tragedii... - zakończyłam już cała od łez.
<Hawkeye?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!