czwartek, 31 lipca 2014

Skaza de Noir - Wielkie Polowanie - Czarny Kotek

Mam upolować kota. Aha. Do tej pory stopień trudności był co raz wyższy. Bażant, zając, lis, sarna, jeleń i... kot? Co następne? Mysz? Mrówka? Nie ważne. Ma być czarny kotek, będzie czarny kotek. Bez świadomości tego, co mnie czek rozpocząłem poszukiwania. Właściwie do tej pory ani razu nie spotkałem żadnego kota w Szmaragdowym Lesie, ale cóż. Może Miałem pecha...? Najbardziej do owych istot pasował mi Las Gaudi. Tam też się udałem i nie myliłem się. Na początku spotkałem białego w rude plamy potem burego. Dopiero za trzecim razem na drodze stanął mi czarny kocur. Szczupły i nad wyraz kościsty, o długich, silnych łapach i puszystym ogonie. Gdy mnie zobaczył wcale się nie wystraszył tak jak pozostałe. Stał spokojnie i wpatrywał się we mnie swymi mądrymi oczami. Podszedłem powolnym krokiem, nie okazując swych niecnych zamiarów. Gdy byłem już bardzo blisko, powoli schyliłem łeb. Na początku go obwąchałem, a po chwili szybko kłapnąłem pyskiem. Poczułem ból zębów. Kocur rozpłynął się w powietrzu. Ulotnił niczym kamfora. Szybko rozejrzałem się dookoła siebie. Ani śladu. Wzrosło mi ciśnienie. A więc to tu był kruczek. W takim razie już ni śmieszy mnie pytanie: co będzie następne. Może smok? Ugh... Musiałem szybko wymyślić sposób złapania cwaniaczka. W końcu zależało mi na tym. Po chwili zza drzewa po lewo, parę metrów przede mną pojawił się. Już chciałem się na niego rzucić, lecz gdy tylko mrugnąłem oczami, on ponownie zniknął. Nie mogłem wierzyć własnym zmysłom... Znów się pojawił. Tym razem bliżej i po prawej stronie. Odwróciłem się i zacząłem uciekać skąd przyszedłem. Miałem już plan.
Parę minut później wróciłem na miejsce zdarzenia pod postacią myszy. Może to i szalony pomysł, ale jedyny z przychodzących mi do głowy. W końcu jak nazwać to dziwne kocie stworzenie? Nie mógł być do końca zjawą, bo przecież go obwąchiwałem i czułem jego zapach.
Coś niespodziewanie przygniotło mnie do ziemi. Oczywiście on. Czarny kotek. A więc jednak ma namacalne ciało. Na szczęście nie zabił mnie łapą, a gdy byłem już w pysku, przeistoczyłem się w żółwia. Potężnego, wielkiego gada w twardej niczym kamień skorupie. Rozerwałem jego szczęki. Odgłos przypominający łamanie drewna mówił o tym wyraźnie. Czy coś jeszcze zaskoczy Skazę de Noir? - pomyślałem stając dumnie.

(Opowiadanie wysłane 30.07 :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!