Bażanta postanowiłem zanieść do domu i dopiero tam zjeść w spokoju. W drodze zaczepił mnie jakiś wilk z watahy i z euforią spytał skąd mam owego ptaka.
- Szedłem sobie drogą i taki już leżał. Pomyślałem sobie: Wezmę go, żeby się nie czuł samotnie. - odparłem z ironią. Basior zmarszczył czoło, ale nie zraził się.
- Nie słyszałeś o Wielkim Polowaniu?! Pierwszą zdobyczą ma być bażant. Biegnij szybko pochwalić się łupem alfie. Zasady wiszą na Starym Dębie. - oświadczył i ruszył moim tropem. Zapewne chciał znaleźć bażanty. Dziwi mnie, że w ogóle mnie poinformował o tym całym polowaniu. Widać lubi konkurować.
Przyspieszyłem. Chciałem koniecznie poznać zasady, bo z pewnością tamten wilk nie byłby tak podniecony zawodami, gdyby nie czekała na niego jakaś nagroda.
Zając. Muszę upolować zająca? Ha! Bułka z masłem! Bażanta zjadłem jeszcze przed powrotem do domu - chciałem zaoszczędzić czas i natychmiast zacząć poszukiwania kolejnej ofiary. Jak się okazało nie było łatwo, bo one już wiedziały co się szykuje i każde z nich znalazło sobie kryjówkę, którą i tak prędzej czy później będą musiały opuścić, więc nie traciłem nadziei. Po żmudnych tułaczkach w najgłębszych zakamarkach lasu znalazłem. Uśmiechnąłem się pod nosem i rozpoczął się pościg. Nie byle jaki pościg. Jeszcze nigdy nie zależało mi tak na byle uszatym. Opadałem z sił i gdy byłem już niemalże pewien, że nic z tego nie będzie, potknął się i wystarczyło zdzielić go łapą, by już nie wstał. Przegryzłem tętnice, by być pewnym jego śmierci i położyłem się obok. Musiałem odsapnąć. Nagle coś zaszeleściło obok mojego ucha. Stanąłem jak wryty. Mój zając znajdował się w lisim pysku.
- Hej, koleżko! - odezwałem się do niego. - To moje.
Złodziej podniósł łeb ze strachem.
- Nie wiesz, że nie rusza się cudzych rzeczy?
wysłane 27.07 (błąd poczty)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!