wtorek, 29 lipca 2014

Agila - Wielkie Polowanie - lis

Nie ukrywam byłam głodna i poszukiwałam jedzenia. Słysząc na razie jeszcze ciche burczenie w brzuchu udałam się w stronę rzeki gdzie parę dni temu spotkałam się z białą waderą, przez co, albo dzięki czemu, dostałam się do watahy. Podążałam wzdłuż rzeki, lecz nie widziałam nic godnego uwagi. Zatrzymałam się na chwilę przy wodzie. Odbicie było takie jak zawsze, nie miałam czego podejrzewać. Zamoczyłam język w letniej wodzie i wzięłam parę łyków wody. Gdzieś w wodzie przemknęła ryba, ale nie miałam ochoty teraz ich łapać, ale uznałam że jak polowanie średnio mi pójdzie to wrócę do tego pomysłu. Przeszłam prze wodę i ruszyłam w bok od jej brzegu, prosto między jakieś krzaki. Starając się przechodzić jak najciszej nie mogłam wszystkiego zauważyć i ominąć i w końcu trzask łamanej gałązki obwieścił moją obecność. I nagle gdzieś z boku błysnęło coś rudego. Ruszyłam szybciej za rudą kitą, aż w końcu zaczęłam ją gonić. Zwierzę uciekało ile sił w nogach, jednakże błoto po ostatniej burzy stanowiło przeszkodę zgubną dla lisa. Rzuciłam się na leżącą zwierzynę ledwie słysząc jego błagalny pisk. Poczułam smak krwi ociekającej mi po pysku, a pisk się urwał, lis był martwy. Oblizałam się z uśmiechem - dostałam to co najbardziej chciałam.

(Opowiadanie wysłane 28, przepraszamy za opóźnienie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!