niedziela, 27 lipca 2014

Tianko - Wielkie Polowanie - lis

Obudziłam się w nocy zalana potem. Dłuższą chwilę nie mogłam uspokoić płytkiego, nierównego oddechu, więc wyszłam przed grotę, na świeże powietrze. Chłodny wiatr otulił moją sierść i pozwolił ukoić wszystkie zmysły. Przyłożyłam łapę do piersi. Serce także przestało uderzać z nadmierną prędkością. Niebo było bezchmurne, a okrągły księżyc świecił dość mocno, by świat nie krył się w całkowitym mroku. Ze względu na to, iż dość dawno nie polowałam nocą, stwierdziłam iż będzie to miła odmiana. Każda gałązka lub liść, na który stanęłam, wydawał szelest dziesięciokrotnie bardziej głośny i irytujący, niż w dzień.  Postanowiłam zawędrować w okolice Starego Pnia. Las nocą wydawał się martwy. O ile, gdy na niebie gościło słońce, wydawał się tętnić życiem i aktywnością mieszkających w nim stworzeń, o tyle nocą wydawał się nieruchomy i pusty. Gdy doszłam już do zamierzonego celu, wskoczyłam na pusty konar. Był to dobry punkt obserwacyjny, ze względu na znajdujące się niedaleko puste pole, najeżone niedużymi pagórkami, przy granicy z lasem. Pewna, że w okolicach wzniesień znajdę upragnioną zwierzynę, poczęłam skradać się chicho. Nie myliłam się. W jednym ze wzgórków ujrzałam norę. Koniec rudej, puszystej kity, wystającej z dziury nie uszedł mojej uwadze. Po woli, łapa za łapą, szłam w stronę upatrzonego celu. Gdy byłam już dostatecznie blisko, pochwyciłam lisi ogon w zęby i zaczęłam ciągnąć. Zwierzę zaskomlało i chyba zaparło się łapami, ponieważ wyciąganie go, nagle stało się dużo cięższe. Nie dawałam za wygraną i już po chwili cały osobnik wyłonił się z nory. Spróbował stanąć na dwóch łapach, ale ja tylko to wykorzystałam, mocniej pociągając za kitę. Przewrócił się i uderzył łbem ziemię, wydając z siebie ciche szczeknięcie.
- Trzeba było się lepiej ukryć – powiedziałam ni to do lisa, ni to do siebie i przygniotłam go łapami. On jednak się nie poddawał. Szamocząc się z przeciwnikiem, starałam się ugryźć go w kark. Po wielu mękach udało się. Nieżywe zwierzę leżało na ziemi tuż przede mną, a ja odetchnęłam. Gdy byłam już całkowicie pewna, że nie żyje, postanowiłam go zjeść. Ostrożnie oddzieliłam skórę od mięsa i rozpoczęłam ucztę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!