-Fallen?- wadera zwróciła się do mnie.
-Hmmm? Mówiłaś coś?- chyba znowu się za bardzo pogrążyłem w swoich rozmyślaniach.
-Spytałam, czy jemy mięso na surowo czy je pieczemy?
-Wybór należy do ciebie- uśmiechnąłem się.
-Skoro tak, to rozpalę ogień- rzekła.
-Pójdę nazbierać trochę chrustu- wstałem i otrzepałem się ze świetlików, które zdążyły mnie obsiąść. Spodziewałem się, że te zgasną, ale one nic nie zrobiły sobie z moich gwałtownych ruchów i spokojnie podleciały do góry.
Gdy tylko wyszedłem na zewnątrz, moją sierść otulił zimny wiatr. Było to przyjemne uczucie, zwłaszcza po tak upalnym dniu. Nazbierałem tyle gałęzi ile dałem radę zmieścić w pysku. Położyłem je obok stosu drewna, które Tianko zamierzała rozpalić . Zrobiłem kilka takich rundek. Spojrzałem w górę, niebo robiło się coraz bardziej ciemne, nie było żadnej gwiazdy, tylko srebrna tarcza księżyca co jakiś czas wychylała się zza gęstych chmur. Gdy zanosiłem ostatnią porcję chrustu, na mój nos spadła delikatna kropla wody. Położyłem gałęzie obok ogniska, które już dawało pokaz tańczących płomieni.
-Jeśli chcemy się najeść to musimy się śmieszyć. Zaraz zacznie padać.- zwróciłem się do wadery.- Pomóc ci z tym mięsem?
<Tianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!