środa, 30 lipca 2014

Skaza do Verony

- I jeszcze taka waleczna... U u u aa! - pisnąłem trzęsąc łopatkami, jakbym włożył łapy w lodowatą wodę. - Podoba mnie się. - dodałem szeptem do jej ucha. Zabrała łebek jak oparzona i warknęła groźniej niż dotychczas. W końcu skąd ma wiedzieć czego się po mnie spodziewać.
- Co tu robisz, mała, biedna, zbłąkana waderko?
Wilczyca stanęła dumnie i choć z jej oczu biła złość, odpowiedziała z opanowaniem:
- Zapewniam cię, że żadne z tych określeń do mnie nie pasuje. I dla twojego doba radziłabym ci się uspokoić.
- Och! Nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi, a w twoim przypadku szkoda by było tyle zmarnować. - powiedziałem jednym tchem i puściłem do niej oczko.. - Ach, gdzież moje maniery? Skaza de Noir kłania się. - oznajmiłem i niemalże dotknąłem łbem ziemi. Wadera milczała jeszcze przez moment. Podniosłem się dopiero, gdy usłyszałem z jej pyszczka imię: Verona. Przedstawiwszy się zaczęła z gracją odchodzić w głąb lasu.
- Zostawiasz mnie? Nie odchodź! Nie chciałem cię w żaden sposób urazić! Wręcz przeciwnie, ślicznotko. Verona!
Ponieważ wilczyca nie reagowała na wołania, ruszyłem za nią.
- Skąd się tu wzięłaś? Simplicitas sancta. Nie rzekło mi żadne psisko, że mogę w tym lesie spotkać i takie zjawisko.

<Ver?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!