- A myślisz, że czemu się na ciebie tak zdenerwowałam? - rzuciłam kpiąco. - No jasne, że tak! Tylko, jak masz zamiar je zjeść? Przecież nie rzucimy się w sam środek.
Fallen nie odpowiedział. Wzniósł się na skrzydłach i po chwili zanurkował w powietrzu chwytając za grzbiet jedną z saren. Ugryzł ją w kark, po czym położył tuż przede mną.
- Taki sposób ci odpowiada? - spytał.
- Już się tak nie ciesz. Dobrze, udało ci się, przepraszam. - odpowiedziałam - Rozpalimy ognisko. Pieczone mięso jest smaczniejsze.
Podczas, gdy ja znosiłam w pysku nieduże gałązki, basior schwytał jeszcze dwie samice. Sprawnie rozpaliłam ogień, co chyba nieco zdziwiło basiora. Bądź co bądź mało wilków to potrafi. Zajęliśmy się oporządzaniem mięsa, by łatwiej było je przygotować.
- Uważaj, nie rozcinaj niepotrzebnie skór. Chciałabym wziąć je potem na posłanie. Bo chyba mogę, tak? Nie są ci potrzebne? - spytałam.
Basior milczał, skupiony na czynności. Dwa kawałki sarniny położyłam obok paleniska, a jeden, mniejszy, nadziałam na patyk i wbiłam w ziemię tak, ze mięso wisiało tuż nad płonącymi jęzorami.
- Fallen? - podeszłam do basiora i usiadłam naprzeciw niego.
<Fallen?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!