-Sam nie wiem...-udawałem, że jest mi to obojętne.- No zgoda, ale zaraz po łowach wracam do pracy.
Ruszyliśmy zapachem zwierzyny, który z każdym kolejnym krokiem stawał się wyraźniejszy. Tianko zatrzymała się się nagle.
-Na dół- szepnęła i oboje położyliśmy się na ziemi.
Wytężyłem słuch. Miała rację. Stado saren było, tuż za pagórkiem, za którym się ukrywaliśmy. Zaczęliśmy powoli skradać się ku ofierze. Oboje dostrzegliśmy sarnę, która utykała na tylną nogę- to był nasz cel.
-Pamiętaj, że nawet ranne zwierze, może zadać śmiertelny cios kopytami- zwróciłem się do wadery, ta popatrzała na mnie jak by mówiła "dobrze wiem na co muszę uważać". Wzruszyłem ramionami i podszedłem stado z drugiej strony, schowałem się w zaroślach. Gdy ranna sarna była tuż przy mnie wyskoczyłem z kryjówki. Wszystko zgodnie z planem- nasz obiad popędził prosto w stronę pagórka, gdzie czekała już przygotowana do ataku Tianko.
<Tianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!