- W-witaj... - odezwał się chichocząc.
- Cześć. - odpowiedziałam zirytowana.
- Sorry... - nadal chichotał.
- Oj, nie ma spraaaaawy...
Nagle złapałam basiora za ogon i wciągnęłam do wody.
- Hahaa! Masz za swoje! - zaczęłam go chlapać.
- Haha! - również mnie pryskał ze śmiechem.
Po śmiesznej zabawie w rzece poszliśmy otrzepać się na brzeg. On wybrał do dodatkowego wysuszenia trawę. Ja zaś ogromną, gładką, ogrzaną słońcem skałę.
- Tooo... Jak się nazywasz? Bo ja jestem Evangelyne. - uśmiechnęłam się do basiora.
<Jakiś basior zainteresowany? :P>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!