Raimo nigdy nie czerpał większej przyjemności z przebywania w towarzystwie. Jak każdego wieczoru, leżał samotnie nad rzeką Wathe wsłuchując się w szum płynącej wody i milknące powoli odgłosy natury.
Wtem uniósł uszy. Był prawie całkowicie pewien, że słyszał ten charakterystyczny odgłos. Czyżby w pobliżu kręcił się zbłąkany bażant? Miał taką nadzieję, ponieważ zgłodniał na samą myśl o smakowitym ptasim mięsie. Ostrożnie podniósł się z ziemi i ruszył na poszukiwanie źródła odgłosu.
Nie zajęło mu to długo. Samotna ofiara siedziała w bezruchu pod krzewem leszczyny, rozglądając się bacznie i przekrzywiając małą główkę. Ptak dostrzegł wilka kilka sekund później. Szybko zdał sobie sprawę z faktu, że został już zauważony, więc zaprzestał prób wtopienia się w otoczenie. Wyskoczył spod krzewu i rzucił się do ucieczki.
Raimo jednym susem znalazł się przed kolacją zagradzając jej drogę. Uśmiechnął się pod nosem. Kłapnął raz tylko zębami celując w szyję ofiary. Poczuł, jak po jego pysku spływa ciepła krew, coraz niżej i niżej. Zacisnął zęby. Głośne krzyki i protesty ptaka powoli umilkły, by w końcu nie pozostało już nic poza cichym szumem wody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!