poniedziałek, 14 lipca 2014

Tianko do Skazy i Camille

Miałam już tego serdecznie dość. Rzuciłam się na nietoperza unoszącego się nad głową Camille.
- Wiesz, że jeśli bym chciał to mógłbym się teraz zmienić w co tylko bym chciał? - wydusił Skaza, znajdujący się w mojej paszczy. - Na przykład wąż mógłby się wślizgnąć do twojego gardła, albo z powrotem w wilka. Wówczas rozerwałbym twoją szczękę, z resztą nie bez przyjemności.
Wyplułam go i przygniotłam łapą. Zerknęłam kątem oka na poddenerwowaną Camille, trzęsła się z wściekłości.
Nagle basior zaczął przyjmować swoją wilczą postać. Zabrałam łapę, by przypadkiem nic sobie nie zrobić, ale wciąż byłam gotowa do ataku. Skaza miał obślinione ucho, a z łapy sączyła mu się strużka krwi, co wyglądało przekomicznie. Chyba zbyt mocno złapałam go w zęby.
- I jak ja przez cieeebie wyglądam? - mruknął z wyrzutem.
- A chcesz wyglądać gorzej? - dorzuciła Camille.
- Spokojnie, spokojnie. Czemu jesteście takie nerwowe? - Skaza zaczął tarzać się w trawie, by pozbyć się mojej śliny.
Mam dość! Dość! Dość! Moja głowa pulsowała z bólu. Jak ja nie lubię wplątywać się w takie sprawy. Chciałam ten dzień spędzić sama, pozwiedzać okolicę. A może nawet zaszyć się nad niedalekim wodospadem. Nie obchodzi mnie, co ten idiota może zrobić Camille. Teraz liczy się tylko moje zdrowie psychiczne. Pobiegłam przed siebie mijając Skazę. Ledwo uniknęliśmy zderzenia. Odsunął się dosłownie w ostatnim momencie. Nie oglądałam się za siebie. Mogłam sobie jedynie wyobrazić ich zszokowane miny. Postanowiłam biec, póki nie zabraknie mi tchu.

<Skaza? Camille?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!