Szybko stałem i jednym susem doskoczyłem do Evangelyne.
- Skazaaa. - wyszeptałem jej złowieszczo do ucha i chyba nawet udało mi się lekko ją przestraszyć. Wadera leżała na prawym boku, a ja schyliłem się i zlizałem resztkę wody z jej prawego tylnego kolana. Wzdrygnęła się lekko, zabrała je i uśmiechnęła nieśmiało, chyba nie do końca wiedząc jak się zachować.
- Tooo, co teraz? - mruknąłem uwodzicielsko. - Hym hym hym... hymymymy - dodałem i znów zacząłem śmiać się szaleńczo i tarzać na wysuszonym placu trawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!