wtorek, 8 lipca 2014

Skaza do Tianko i Camille

- Ha! - zaśmiałem się, choć chyba bardziej można było nazwać to szczeknięciem. - Z tego psa byłaby dobra zupa! Przynieś większy kocioł, Tianko! - krzyknąłem i zacząłem powoli i ostrożnie zmierzać do nieznanej mi wadery w taki sposób, by przerazić ją jak najbardziej.
- TIANKO! - wrzasnąłem tak, że ptaki odleciały z pobliskich drzew, a ja poczułem ból gardła. - Mamy obiad. - dodałem cicho mruczącym głosem, po czym rzuciłem się na patrzącą z niedowierzaniem waderę. Zaczęła uciekać, a już po paru metrach zatrzymałem się z szaleńczym śmiechem. Po chwili wpadła na mnie Tianko, która najwyraźniej mnie goniła.
- Co ty robisz?! - krzyknęła na mnie przygniatając mnie do ziemi.
- Mhrrrr, ooaa! Mógłbym cię spytać o to samo. - odparłem, puściłem jej oczko i obliznąłem się. Wadera zmarszczyła brwi i uwolniła mnie.

<Tianko? Camille?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!