poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Skaza do Chapsi

Uradowany decyzją wadery ruszyłem ku swojej norze. Oczywiście ukrywając swoje rzeczywiste uczucia nadal wlokłem się jak na skazanie z nisko opuszczonym łbem.
- Chapsiu, idziesz? - zatrzymałem się i z niepokojem odwróciłem się za siebie. Jak się okazało była tuż za mną.
- No, idę... - wyszczerzyła białe kiełki i nieco przyspieszyła, by mnie dogonić. - Tak właściwie, to gdzie mieszkasz?
- Ooo, to już całkiem blisko. Bądź cierpliwa. - odparłem. Właśnie wkraczaliśmy na teren Mglistej Kniei. Do mego mieszkania pozostało nie więcej niż 500 metrów. Wadera rozejrzała się z lekkim niepokojem. Rzeczywiście robiło się coraz ciemniej.
- Nie bój się, jeszcze tylko kilka kroków.
Wskoczyłem na powalony pień. Wadera podążyła za mną.
- Tutaj ostrożnie. Może się zarwać. - rzuciłem pod nosem jakby przez zamyślenie, naciskając na nieco spróchniałą partię drzewa.
- To tu... mieszkasz? - spytania niezadowolona patrząc na mój "apartament".
- Wiem, że cię to olśniewa, ale daruj, nie mogę się nim z tobą dzielić. Taka nora to nie miejsce dla księżniczek.
Wadera zmierzyła mnie wzrokiem, zmarszczyła czoło i weszła do nory.
- Siadaj sobie i czuj się jak u siebie. - wskazałem na posłanie i poszedłem po gynostemmę. Gdy wróciłem  z suchym zielem w pysku, wadera spytała co to.
- To twoje wybawienie. - oznajmiłem cicho. - Poczekaj, zaraz zaparzę i ostudzę.
W trakcie wykonywania zabiegów milczeliśmy. Dopiero gdy podałem przygotowany wywar, Chap stwierdziła, że pomimo obskurnego wyglądu z zewnątrz w środku jest całkiem przyjemnie.
- Wypij, dobrze ci zrobi. Opowiedz mi coś o sobie.
Wadera spojrzała nieufnie i powąchała ciecz.
- Nie wygłupiaj się. - rzuciłem sucho, podszedłem i napiłem się herbatki. - To jest zdrowe. Gynostemma, zwana zielem życia. Daje ci to co mam najlepsze, a ty grymasisz? Nieładnie.

<Chapsiu?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!