wtorek, 5 sierpnia 2014

Od Verony do Skazy

Co on sobie wyobrażał!?
- Odsuń się ode mnie! - warknęłam.
Skaza tylko się uśmiechnął i przysunął się jeszcze bardziej.
- Żegnam! - odwróciłam się i zaczęłam odchodzić.
- Zgubisz się. - zmartwił się.
- Och, nie, przecież wiem gdzie jestem. - rzuciłam przez ramię.
- Robi się późno... - oznajmił.
- No nie wiedziałam! - syknęłam.
- Mongrele cię zjedzą... - podszedł do mnie.
- Fajnie, przynajmniej się ode mnie odczepisz. - nie kryłam mojej irytacji.
- O, nie. Wezmę twoje futro i powieszę na ścianie. Albo nie, wypcham cię. - zaczął się szczerzyć.
- Odczep się! - krzyknęłam.
- Jak sobie życzysz... Ale wiedz, że nie robię niczego bezinteresownie. W zamian chcę... Hmmm... - mruczał.
Kręcąc głową potruchtałam w głąb lasu zostawiając basiora. Co jakiś czas słyszałam za sobą szelest skrzydeł. Mój przylepa nie miał skrzydeł, prawda?
W końcu zatrzymałam się w lesie iglastym.
- Bu! - nagle zza drzew wyskoczył Skaza.
Krzyknęłam.
- Co ty... ty... jak... - zająkałam się.
Wilk zaczął się zwijać na trawie ze śmiechu. Gdy w końcu wstał strzepnął z siebie resztki roślin i powiedział:
- Mówiłem ci, że nie robię niczego bezinteresownie.
- Jak ty mnie znalazłeś, odczep się ode mnie!!!
Skaza zmienił się... we mnie i przedrzeźniał mnie. Nawet nieźle mu to wyszło.


<Skaza? Brak weny:P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!