- Uspokój się – usłyszałam głos w moim uchu.
Zaczęłam jeszcze bardziej się wyrywać. Co to ma być? Czułam jak coś powoli ściska mi ciało. Traciłam oddech. W końcu opadłam z sił. Słyszałam jak woła mnie Verona. Padłam na ziemię.
- Silna jesteś – ten sam głos co przedtem – I na co było Ci te wyrywanie.
- Skaza! – rozpoznałam go i zerwałam się na cztery łapy – Co ty wyrabiasz? Chciałeś mnie udusić?!
- Ciii… Chyba nie chcesz żeby ktoś nas usłyszał…
- CO?!
- Przypomnij sobie gdzie jesteśmy.
Rozejrzałam się. Racja, trzeba było zachować spokój. W każdej chwili mógł na naszej drodze pojawić się mongrel.
- Co z Veroną? – spytałam
- Zostań tutaj – powiedział basior i zniknął
Usiadłam. Wokół mnie roztaczała się dziwna mgła i mrok. Panowała absolutna cisza… Wysłuchiwałam czy Skaza nie wraca. Nagle usłyszałam jak Verona krzycz.
- CO TY JEJ ZROBIŁEŚ?!
Cisza. W tej chwili pragnęłam, żeby Skaza się pospieszył. Siedzieć samemu w lesie pełnym wrogów, wcale nie jest przyjemne. Temperatura powietrza opadła. Wstałam i zaczęłam się rozglądać. Usłyszałam głuchy warkot… Naprężyłam się gotowa do ataku tudzież ucieczki. Nagle zza krzaków wypadł Skaza wraz z Veroną. Podbiegłam do nich.
- Nigdy więcej tego nie rób! – powiedziałam do basiora
Wilk uśmiechnął się chytrze.
<Ver?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!