Po chwili do moich nozdrzy dotarł swąd dymu i niezwłocznie rozejrzałem się czy aby nic mi nie grozi. W oddali zobaczyłem dym, unoszący się zza stert głazów. Powoli ruszyłem w tamtą stronę. Ostrożnie stąpając po ziemi wpatrywałem się w wyznaczony punkt. Choć coś wyraźnie płonęło żywym ogniem, z niewiadomych przyczyn nie czułem strachu. Bardziej ekscytację.
- No czeeeść. - rzuciłem rozwlekle.
Brązowa wadera rozpaliła ognisko nieopodal głazów. Przyprawia jakąś miksturę albo po prostu gotowała zupę. Na mój widok podniosła łebek jak oparzona i odskoczyła do tyłu. Dopiero po chwili zrozumiała, że nic jej nie grozi i zaczęła się śmiać nie mogąc złapać oddechu . Jej serce musiało walić jak oszalałe.
- Cześć. - wydusiła z siebie dysząc jeszcze niespokojnie. Ja zaś podszedłem do kociołka i zacząłem obwąchiwać zamieszczoną w nim substancję. Umoczyłem łapę w wywarze i obejrzałem dokładnie. Kremowa gładka substancja. Mlasnąłem głośno, skrzywiłem się i już chciałem odejść, lecz wadera zaskoczona spytała:
- Co robisz?
- Tańczę sambę. - odparłem jakby to było oczywiste. Wilczyca otworzyła szeroko oczy.
<Tiankołłł? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!