-Uważaj, jak idziesz!- powiedziała jakaś wadera.
-Ludzie!- krzyknąłem.
-Co?- zdziwiła się.
-Ludzie tu idą!- dodałem.
Wadera zaniepokoiła się na tę wiadomość.
-Jesteś ranny…- stwierdziła po chwili, patrząc na moje ramię.
-Cholera…- zakląłem pod nosem, przykładając łapę do rany. Dopiero teraz ją zauważyłem. – N..Nie ważne, uciekajmy!
Usłyszeliśmy krzyki ludzi. Zbliżali się do nas. Zaczęliśmy uciekać. Po paru minutach poczułem, że słabnę. Rana krwawiła coraz mocniej. Wszystko zaczęło się przede mną rozmazywać. Upadłem, po czym straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem, był już wieczór. Leżałem w jaskini. Zobaczyłem, że na ramieniu mam bandaż. Rozejrzałem się wokoło. Zobaczyłem waderę, na którą wcześniej wpadłem. Obolały wstałem i podszedłem do niej.
-Cześć.- przywitałem się.- Co się właściwie stało?- zapytałem.
-Gdy straciłeś przytomność, musiałam oczywiście sama jakoś odciągnąć tych ludzi.
Spuściłem łeb. Poczułem się trochę głupio, że ściągnąłem na nią tych myśliwych.
-Sorry.- szepnąłem.- Jak Ci na imię?- zapytałem po chwili.
-Jell.- odpowiedziała.
-Marco.- przedstawiłem się.
< Jell :3? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!