Swojej rodziny nie pamiętam. Moje najwcześniejsze wspomnienia, to kraty, ciasna klatka, ludzie, i kajdany na przednich łapach. Tak też spędziłem większość mojego życia, bo (jeśli jeszcze nie zgadliście) mieszkałem w ,"Muzeum Osobliwości". Mieściło się ono w Londynie. Przychodzili tam ludzie, patrzyli na mnie, jedni podziwiali, inni się śmiali, jeszcze inni starali się mnie zdenerwować. Ale ja, pozostawałem głuchy na wszystko. Leżałem tylko w swojej klatce, i wpatrywałem się w podłogę. Ile lat minęło? A ja wiem, chyba 4...? Ah! Zapomniałem wspomnieć, że moja klatka prawie zawsze była niedomknięta, i to właśnie ( o czym posłuchacie już za chwilę) mnie uratowało. Kiedy 4 grudnia 2013 roku w moim "domu" wybuchł pożar, zwierzęta nie miały szans na ucieczkę, tylko ja jeden, którego klatka ( jak już wspominałem) była prawie zawsze niedomknięta, bo po 1 nigdy nie gryzłem ludzi, a po 2 byłem przykuty do ściany, mogłem J A K O Ś uciec. Wytężyłem więc wszystkie swoje siły i ku mojemu wielkiemu zdumieniu, łańcuchy pękły, a ja 1 raz w życiu, byłem wolny. Uciekłem więc z "Muzeum Osobliwości" i pobiegłem przez Londyńskie ulice. Potem, widywałem wiszące na słupach i murach ogłoszenia, że uciekło niebezpieczne zwierzę, które trzeba jak najprędzej zabić... U góry widniało moje zdjęcie. Ale i na to, pozostałem niewzruszony. Na tułaczce po świecie spędziłem jakieś pół roku.
Pewnego dnia, gdy szedłem przez 8 z kolei las, zobaczyłem wilka. Magicznego wilka (wiedziałem o nich, bo kiedyś w naszym Muzeum był taki wilk, który powiedział, że też magicznym wilkiem jestem). Zagadnąłem:
- Witam.
(Raimo, zechcesz dokończyć?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dodaj komentarz - odciśnij swoją łapkę!