Biegnie wilk przez las i co robi? Wpada we wnyki... To u mnie normalne. Pech za pechem, ale tym razem to już chyba na dobre. Wokół mnie coraz więcej krwi i powoli zaczynam się dusić. Wnyki nie puszczają i coraz ciaśniej zaciskają mi się na krtani. Pojawiają się mroczki... odpływam...
Zrywam się ze snu i nie jestem w stanie nic zrobić. Znowu ten sam koszmar. Powtórka sprzed ponad roku, a wszystko zaczęło się jeszcze zanim przyszłam na świat...
Moja mama, trzyletnia wilczyca po uszy zakochana w samcu beta z wrogiej watahy. Co robi? Zachodzi z nim ciążę. Co robi para alfa z jej watahy? Wyrzuca ją... Świetnie, po prostu świetnie. Na szczęście mój ojciec był porządny i przekonał swoich aby nas (to znaczy jeszcze samą mamę) przyjęli do watahy. Krótko po tym urodziłam się ja, mała czarno-szara wilczyca z irokezem większym od niej samej. Pierwsza reakcja rodziców? To nie moje! Niestety mama nie mogła tak powiedzieć... nie wytrwała tak długo i pobiegła do krainy wiecznych łowów. Jedyne co mi pozostało to ojciec, który jest zajęty własnymi obowiązkami... No nie ważne, wracając do momentu narodzenia. Lekarz stwierdził, że będzie (JA!) chłopiec i to cakiem spory. Rodzice się cieszyli, bo chcieli mieć basiora. Miałam się nazywać Chester (ulubione imię mamy) Addittor (ojciec tak wymyślił). Chester Additto, ładnie prawda? Ale przypomnę urodziła się wilczyca i trzebabyło troszeczkę pozmieniać i w ten oto sposób jestem ja Chapter Additen, zwana Chap, Add, Chapadd i oczywiście Chester, Czesiu. To się nazywa dobry start w przyszłość. Byłam wychowywana przez opiekunkę szczeniąt praktycznie cały czas, inne szczeniaki nie chciały się ze mną bawić bo uważały mnie za szaloną i walniętą... a i oczywiście wyglądałam jak samiec i bali się mnie. Będąc małą nie przejmowałam się tym, ale gdy skończyłam rok zaczęły się do mnie zalecać wilczyce z innych watach, tego było już za wiele. Robiłam wszystko żeby wyglądać jak dziewczyna, ale efekt był odwrotny. Takie życie... i jeszcze ten ciągły pech. I tak właśnie dotarliśmy do wnyk. W jaki sposób?
Pierwsza lekcja polowania. Ja i inne wilki w moim wieku wyruszamy do lasu na polowanie. Wszyscy ładnie przechodzą przez gąszcze, a co robi Add? Przewraca się na pysk i wpada prostu w pułapkę... Woła o pomoc, ale wszyscy stwierdzają, że nawet jak uda się ją uwolnić to i tak zginie... I zostawili mnie samą sobie. W sumie mogłam się tego domyślić. Nikt mnie nie lubił przez ten związek mamy i taty. Jakimś cudem udało mi się uwolnić i wyruszyłam w świat w poszukiwaniu nowej watahy, która by mnie przyjęła. Poszukiwania te trwały około rok. Kiedy w końcu dotarłam na terany tej oto watahy miałam już dwa lata i spore doświadczenie. Czy to mnie w jakiś sposób zmieniło? A i owszem stałam się jeszcze bardziej basiorem, irokez mi urósł i nabrał ciekawego kolorku, blizny zamieniły się w dziwną mozaikę, a charakter pozostał taki sam, tylko pech poszedł sobie w siną dal. Żyć nie umierać. Ale jeszcze jedna ważna kwestia. Jak ich poznałam?
Otóż to! Przechodziłam właśnie przez skalną grań, gdy zaczęły osuwać się kamienie. Żaden mnie nie trafił, ja nie straciłam równowagi, włąsciwie nic się nie stało! Byłam w wielkim szoku. Ja i mój pech chyba wzięliśmy rozwód w tamtym momencie. Ciesząc się ze szczęścia postanowiłam zagłębić się w te tereny i zeszłam w dół w stronę rzeki w poszukiwaniu... ,,szczęścia''? Po paru godzinach w końcu znalazłam, a raczej ono mnie znalazło. Na brzegu lasu stał samotny wilk. Utkwił swoje ślepia we mnie i powoli okrężnym ruchem ruszył w moją stronę. Stałam tam nieruchomo. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi, w końcu ożeniłam się ze szczęściem...
<Proszę, niech ktoś dokończy>